Przyjaciel gej, każe kobiecie wyrzucić markowe szpilki? Toż to świętokradztwo! Każda z nas, która ma przyjaciela geja wie doskonale, że akurat takich rzeczy nie wolno robić, choćby piły w pięty i krew tryskała strumieniami ;)
Odcinek bujny, działo się dużo i właściwie nic szczególnego. Najciekawszym wątkiem była Jędrkowa żona - genialna Dorota Pomykała - jej strach, lęk, wściekłość i smutek.

Najważniejsze, że w końcu wyjaśniła się sprawa pracowników Ewy. Galeria postaci, którą już widzieliśmy wcześniej, dodatkowo uzupełniona o kilka nowych osób była świetna i szczerze gratuluje scenarzystom pomysłu. Jak od razu Marek się domyślił? Nie mam pojęcia. Drawska musiała potknąć się o konspirujących pracowników, żeby zrozumieć, że jest wrabiana. Być może to lata praktyki w zawodzie?

Wiemy, też że Eliza jest kobietą nieszczęśliwą. Została porzucona przez kochanka, który wrócił do żony. I teraz pytanie nasuwa się samo - czy zorientował się, że ma do czynienia ze 100% zołzą, czy ona stała się taką po jego odejściu.

Świetnie, że pracownicy Ewy już nie stają po stronie Pani redaktor, a jeszcze lepiej, że najbardziej zbuntowana Wiki stwierdziła, że kocha Drawską i podejrzewam, że przy kolejnej aferze stanie za nią murem i będzie jej bronić pazurami.

Znużył mnie jednak wątek imprezy w pensjonacie Anieli. Tańce-przytulańce do rzewnych góralskich kawałków i  sprawa butów - czyli rzecz o niczym.  I czy charakteryzatorzy zmówili się, żeby ze ślicznej Wiki zrobić brzydulę? W najnowszych odcinkach myje i czesze już swój kołtun na głowie, ale dobór spodni jest dramatyczny. O butach nie wspominając ;)

Pojawiła się Renata Dancewicz. Dosłownie i w przenośni miała do zagrania “maleńką rólkę”. Czy to jest w stanie na dobre zepsuć relacje głównej bohaterki i uroczego Bartka? Obawiam się, że tak. A wystarczy porozmawiać, znaleźć aktorkę w restauracji - nota bene przy stoliku Elizy i szczerze wyjaśnić sobie wszystko. Tym bardziej, że Bartek musiał wrócić po kurtkę. Dziewczyny miejcie oczy dookoła głowy!

Misiek mnie zawiódł okrutnie. I nie mam pojęcia o co w tym wątku chodziło? On chce strzec kumpla przed “Warszawką”, czy wręcz przeciwnie sprzedał się za parę stówek?

Urzekł mnie obiad w wykonaniu Ewy. Kotlety na patelni sprawiały wrażenie żeberek, lub nóg kurczaka ;) To co widzieliśmy na talerzach przypominało raczej podeszwę. I jeśli ktoś gotuje to wie, że podczas spalenia dwóch kawałków mięsa nie wydziela się ilość dymu potrzebna do ogłoszenia: “Habemus papam” :)

Knucie, uszczypliwe uwagi + świetni bohaterowie i plenery.

3 bobry. Właściwie śmiało można dorzucić “i pół”. Ale bobra się nie kroi.

fot.http://www.szpilkinagiewoncie.polsat.pl