Przygotowania do śluby Ewy. Od rozdawania zaproszeń, przez wybór sukienki, aż po wieczór panieński, który zakończył się zupełnie inaczej niż spodziewał się tego trenujący przed lustrem swój ślubny toast Grzegorz.

Pani Drawska niełatwo przełknęła decyzję swojej córki. I jeśli bardzo na plus odbieram niechęć do przyszłego zięcia, to nie rozumiem już docinek pod adresem jego byłej kochanki. Taka wykształcona kobieta, z klasą powinna ugryźć się w język, ponieważ sama zrobiła to innej kobiecie. I to ona jest szczurzym pyskiem i żona Jędrka nie powinna jej wierzyć jak psu.

Jeśli kobieta przy scenarzyście Magdy M. zostaje sama, to wiadomo już, że przy kieliszku wina pojawią się też i świece. Ale to urocze. Potraktujmy to jako jego znak firmowy :)

Czy mama Ewy poza nową koleżanką z Zakopanego nie ma innych przyjaciółek? Takich warszawskich, znanych od dawna, z którymi może napić się winka nie tylko przez telefon. Jak wiemy od dawna jest sama. Czyżby nie poznała przez kilka lat nikogo, komu może się zwierzyć po nocy? A może kilka razy widziana góralka to jest jedyna osoba, której można się wypłakać w ramię.
Nie mam pojęcia.

Jędrek Skorupa jest ojcem Ewy. Maciej Kozłowski nie żyje. Czy w drugiej serii pojawi się po raz kolejny wątek z przystojnym góralem - oczywiście nie wiadomo, bo Jędrek jest już w Ameryce. Jak widać scenarzyści wymyślili dla Pana Macieja większą rolę. A życie jak zwykle pokazało jeszcze co innego…

Fajnie, że pokazano nam problemy pracowników Ewy. Tym razem ostatnia z zespołu - Hanka. Anita Jancia świetnie gra swoją postać, oczywiście musi poszukać w końcu pomocy dla swojego związku. Bo okazuje się, że jest bita i dręczona psychicznie przez swojego faceta. Zagrała świetnie. Najłatwiej powiedzieć ok i odejść.
Do plusów zaliczam też Misia z parasolką i niebieskiego penisa na torcie dla przyszłej pani młodej. Szkoda, że tyle przygotowań poszło jednak na marne, bo to mógł być świetny wieczór panieński.

Rozmowa z Bartkiem krótsza niż wyciskanie pomarańczy na sok. Szkoda, że scenarzyści nie poświęcili tej parze więcej czasu na dogadanie się. Wyjdź stąd. I pocałunek na schodach. Chociaż Ewa trzy minuty wcześniej odebrała jeszcze sms’a od swojego narzeczonego.

Oczywiście chodziło o to, żeby pokazać, że kocha Bartka. Ale po co w takim razie był cały ten odcinek, kiedy była pewna, że chce wziąć ślub?

Szczerze wolałam Ewkę, kiedy jako nieprzystosowana Pani z Warszawy walczyła o każdy nowy dzień w Zakopanem, kiedy martwiła się o nowe buty i dosłownie wymiotowała na widok oscypka czy kwaśnicy. Nie mam pojęcia co myśleć o niej dzisiaj. Ale serial ogląda się nadal nieźle. Cały koloryt otaczających nas postaci, ich problemy, w połączeniu z problemami z Warszawy - dobry pomysł.

3 bobry. Za zmianę w życiu na koniec odcinka i Hankę.

fot.http://www.szpilkinagiewoncie.polsat.pl