Kiedy tylko w napisach początkowych pojawiło się nazwisko Ilona Ostrowska zastanawiałam się w jaką rolę wcieli się główna bohaterka Ranczo - czyli Lucy. Szczerze obstawiałam, że będzie gościem pensjonatu, ostatecznie klientem biura.
A tu niespodzianka!

Pani Ostrowska była białym misiem, konkurencją Jaśka, który kopem w zadek chciał ją wyrzucić z Krupówek. Oczywiście pijana ciapa musiał się poślizgnąć, wówczas drugi miś ściągnął “paszczę”… i niespodzianka. Kim jest “nowy miś”, czy to tylko wytwór wyobraźni?
Miałam nadzieję, że dziewczyną zakopiańskiego miśka zostanie jednak Hanka, która pogoni w końcu swojego chłopaka bez pracy, z problemem alkoholowym, który lubi przy okazji podnieść na nią rękę. Ale pojawienie się “Lucy” też mi się bardzo podoba. Już nie mogę doczekać się nowych odcinków.

Ewa miała ponaprawiać swoje sprawy z Grześkiem, aby wolna wejść do nowego związku z Bartkiem. W zasadzie scena z byłym narzeczonym trwała kilka sekund i został oddany pierścionek.

Pani Barbara - mama Ewy - na początku mnie zdenerwowała. Myślałam, że bardziej ucieszy się z porzucenia pomysłu o ślubie z Grzegorzem. Przecież od początku go nie znosiła i przez dwanaście odcinków widzieliśmy jak nakłania córkę na zmianę partnera. A dzisiaj pokazano nam, że krzyczy na Ewę, że jednak wybrała Bartka. Myślałam, że konsekwentnie, z ulgą padnie jej w ramiona :)

Halny wszystko zmienia. Wiktoria znalazła swoją kobiecość, a Artur faceta. Nie obraźcie się ale jego nowy chłopak zupełnie mi nie pasuje. Może jako wyjście z ukrycia, jako początek “coming out” ostatecznie może być. Dla Artura scenarzyści powinni znaleźć prawdziwą miłość bez różowej koszuli, taką o którą się walczy - niech w końcu w polskim serialu znajdzie się ktoś odważny i pokaże, że geje też mają problemy w związkach. I nie mówię tutaj o zdradach itp., jak to było w przypadku Sebastiana w Magdzie M. W życiu nie widzieliśmy jego codziennych problemów z partnerem, rozmów przy zupie, kłótni o pieniądze, zazdrości i innych problemów dnia powszedniego. Pokażcie mi parę gejów na miarę Modern family (no może bez adopcji dziecka :) bo to w Polsce nie przejdzie.

Kilka scen śmiesznych, kilka nudnych - jak np. przegadane stawianie miśka na nogi. Wątek z Jędrkiem Skorupą też nie wyszedł za dobrze. Ale podejrzewam, że scenarzyści postawieni pod ścianą szyli coś na chybcika. Dorota Pomykała też nie oszołomiła. Mama Ewy zachowywała się co najmniej dziwnie. Z ekscytacji przechodziła gładko w czarną rozpacz.

Ostatni scena po raz kolejny zmieniła wszystko. Żona, w ciąży otwiera drzwi. Zapachniało mi Magdą M. po raz kolejny, gdzie była żona Piotra też prawie zniszczyła związek głównych bohaterów. I tym razem nie da się pogadać, wytłumaczyć? Ale nie byłoby pewnie kolejnej serii, która będzie bazować na “nierozmawianiu” i spychaniu problemów, niszczenia związku, który w finale oczywiście zakwitnie z podwójną siłą :)

Szpilki na Giewoncie to wreszcie serial dla sierot po Magdzie M. Ma świetnych aktorów i świetne zdjęcia. Odcinek finałowy niestety taki sobie.
3 bobry.

fot.http://www.szpilkinagiewoncie.polsat.pl