Szpilki na Giewoncie – po odcinku 7

Bardzo lubię ten serial i mam do niego stosunek jak do Magdy M. – czyli serialu dla kobiet. Ale muszę być obiektywna. To był słabszy odcinek. Właściwie ni poprowadził akcji do przodu, a sceny, które miały być śmieszne w ogóle mnie nie przekonały.

Najbardziej zdenerwowała mnie scena na nartach. Ewa błyskotliwa mieszkanka Warszawy daje się podpuścić jak dziecko. Popija gorącą herbatę, a na słowa „tchórzysz” podrywa się z miejsca i w następnej scenie widzimy ją w pełnym rynsztunku – czyli spodnie, kurtka i reszta wyposażenia narciarskiego, jak zjeżdża ze stoku. Skok na Bartka miał być śmieszny, a ja poczułam się zażenowana.

Dużo niejasności. Zdecydowanie za dużo jak na pozycję, która ma nas bawić w czwartkowe wieczory.

Nie rozumiem zdecydowanie dlaczego to tylko Ewa brała udział w konkursie jedzenia kwaśnicy? Dlaczego Elizie to tak odpuszczono? Ona nie jadła, nie śpiewała, nie tańczyła – a niby dlaczego nie? Przecież sama przygotowała te wszystkie atrakcje i wreszcie mogła pokazać swojej konkurentce i przełożonym, że nie taki diabeł straszny. A ona siedzi i popija wódkę.

Raz Ewa nie ma rajstop, a kiedy Bartek ją niesie już ma – ale to tylko czepianie się. A obiecałam, że nie będę się czepiać w tak błahych sprawach 😉
Ale już pobudka w kierpcach i brak pamięci jak się w tych butach znalazła zupełnie niedopuszczalna. Przecież już na początku wieczoru była tak wystrojona, przecież kwaśnicę jadła zupełnie na trzeźwo, a kolejne zdarzenia – czyli tańce były kolejnym punktem wieczoru (zaraz po wymiotowaniu) i wcale nie wyglądało na to, żeby Ewa wypiła do zupy hektolitry wódki.

Telefon do Barbary – mamy Ewy. Dlaczego właścicielka pensjonatu nie próbuje się w pierwszej kolejności skontaktować się z wynajmującą pokój, tylko od razu dzwoni do jej mamy?

Czyżby przełożony Ewy był uzależniony od seksu? Bo nadal nam tego nie wyjaśniono. Dlaczego Ewa znalazła się w Zakopanym? Dlaczego nie zwolnił Marka, który ją molestował? To pytanie musi mieć jakąś odpowiedź.
Na razie je nie znamy.

Bartek „focha” się jak dziecko. Nie pozwoli sobie wytłumaczyć, nie słucha wyjaśnień, na widok byłego narzeczonego powinien wyjść z samochodu i wysłuchać jego wersji. A on po prostu odjeżdża.

Czekam na kolejny odcinek, w którym dowiemy się o preferencjach seksualnych jedynego prawdziwego przyjaciela Drawskiej.

fot.http://www.szpilkinagiewoncie.polsat.pl

3 odpowiedzi do “Szpilki na Giewoncie – po odcinku 7”

  1. ja zawsze oglądam pół odcinka, przełączam jak sie skończą Tanerze.. i moze tez dlatego nie wciągnął mnie ten serial, jak dla mnie to taki lekki serialik.. ale nie będę na to narzekać… takie seriale też są potrzebne 🙂
    ale wlasnie tez zdziwiło mnie przy koncu jak ta wlascicielka pensjonatu zadzwonila do matki Ewy ze ta zginęła. No bo czy ona ma 10lat? to dorosła kobieta jest… nie musi na określoną godzinę do domu wracać.. no ale skoro ta właścicielka taka zatroskana,to czemu do Ewy nie zadzwoniła zapytac co sie dzieje , tylko do Warszawy do jej matki.. chyba tylko po to zeby ja zmartwić.. bo co ta mama mogła pomóc w tej sytuacji.

    Smiać mi się chciało z głosu jaki wydobywała z siebie Magda Szejbal podczas karaoke.. chyba ciężko az do tego stopnia fałszować, aktorka musiała sie mocno starać żeby to aż tak wyszło.

  2. dokladnie to samo wrazenie ten skok na bartka to jak w jakiejs komedii z chaplinem plus muzyczka wogole nie trzymalo sie to kupy. ta kwasnica, ta eliza i jej gierki czy tylko eliza wie gdzie w zakopanym jest klub masazu? kazdy taksowkarz by im powiedzial wogole niepotrzebny odcinek
    dwa bobry za duzo powinno byc poltora bobra 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *