Tym, którzy czekają na premierę w telewizji nie będę psuć przyjemności.
Poniżej kilka słów recenzji.
Anka uświadomiła sobie, że kocha Pawła i nie chce żeby wyjeżdżał do Warszawy.
Niestety jej próby bycia “miłą” jak zwykle zawiodły. Kobieta ma mocny charakter i niewyparzony język. Kiedy już zdecydowała się opowiedzieć o wszystkim ukochanemu było za późno.

Odcinek mnie nie bawił tak mocno jak poprzednie. Zabrakło mi Darka i rodzicielskiego duetu.
Staszek przepadł zupełnie i tylko z informacji Halinki wiemy, że pojechał do sanatorium. Nie wiadomo jednak dlaczego zerwał kontakty z rodziną.

Kazimierz miał poważne problemy z sercem i wylądował w szpitalu. Bardzo pomogła mu reanimacja Irminy - matki Anuszkiewicza. Obstawiam, że niebawem zostaną parą.

Anka opiekowała się swoim byłym narzeczonym i niedoszłym mężem, który udawał, że został kopnięty przez krowę. Nie lubię tego wątku, uważam, że weterynarz jest bardzo przerysowaną postacią. Już wcześniej obawiałam się o zdrowie psychiczne tej postaci.

Podobało mi się małżeństwo policjantki i burmistrza. “Jedźmy na kogucie. Ja myślałam, że pojedziemy samochodem”.
Czułości w Urzędzie gminy, rozmowy o zebrze i latarniach w mieście.

Żal mi Krystiana Wieczorka, któremu non stop przypadają sceny z udziałem product placement. W każdym odcinku morduje do znudzenia internet LTE, dostał do reklamy Fundację Polsat i jeszcze dzisiaj okna firmy Drutex.

Nadal uważam, że “To nie koniec świata” jest najlepszym serialem w jesiennej ramówce. Ale zabrakło mi mocnej dawki humoru i genialnych dialogów.

3,5 bobra