Drugi odcinek w prapremierze już za nami.
Kto widział - niechaj zagląda poniżej ;)

Recenzja będzie krótka, bo co tu mówić - jestem trochę w “kropce”.
W zasadzie nie wiem o czym pisać, bo większą część epizodu zajęła gonitwa z dzieckiem lub dziećmi po mieście.
Taka “komedia” pomyłek. Od uderzenia książką i utracie przytomności przez Fryderyka, poprzez wizytę na uczelni, na odwiedzinach u mamy Stasia kończąc. Trochę to było bez ładu i składu. Nie dowiedziałam się niczego ciekawego o bohaterach i w zasadzie nie ma o czym pisać…

Fryderyk po czterech latach milczenia, znienacka, otrzymał syna pod opiekę. Niestety nadal nie wiadomo dlaczego była żona wyjechała do Kanady i przestała się z nim kontaktować. Zbywany, nazywany nudziarzem został postawiony pod “ścianą”. Ma opiekować się dzieckiem przez minimum tydzień, bo jego mamusia, wraz z nowym ukochanym “Dziubkiem” chce wyjechać na romantyczną podróż do Wenecji.

I jak lubię Romę Gąsiorowską to zupełnie nie kupuję jej postaci. Zostawia syna z człowiekiem, którego ten nie ma prawa znać (bo przez lata nie dała im obu żadnej możliwości) i postanawia zatrzymać się w tym samym mieście u bogatego kochanka. Dodatkowo przyjmuje stęsknionego Stasia na klatce schodowej, przy okazji zapewniając go o wielkiej miłości.

Nie mam za co przyznawać plusów, bo biegająca po mieście Marianna mnie nie zachwyciła, Pani Celińska pojawiła się tradycyjnie na kilka sekund, a młoda aktorka grająca Olę ma tendencję na zerkanie w kamerę ;)

Serial jest o niczym (przynajmniej na razie), nie ma żadnych, wybitnych scen, jednak jest przyjemny w odbiorze i sprawia, że chce zobaczyć kolejny odcinek.
Jestem w kropce :)