Ten sezon przynosi kolejną metamorfozę charakteru bohatera. Kiedy z dobrego i szlachetnego Piotra postanowiono zrobić złego “padalca”, to odwrotnie rzecz się ma przy Robercie, pieszczotliwie nazywanym przez koleżanki Robercikiem.
Czy ta zmiana mi się podoba? A i owszem.

Chociaż nie jestem fanką gry aktorskiej Kamila Czarneckiego, który jest dobrym tancerzem ale niekoniecznie dobrym aktorem, dzisiaj przekonałam się do jego “nowego” wizerunku. Jest pomocny, współczujący i zachowuje się jak Piotr z dwóch pierwszych serii. Widać, że zakochał się w Sylwii, nie wie jeszcze o ciąży ale podejrzewam co powie kiedy jej stan wyjdzie na jaw: “Nie martw się, jakoś sobie poradzimy”.

Bernard leci jak ćma do świecy. Pojawiła się jego była żona Łucja, którą do tej pory znaliśmy tylko z opowieści. Wiemy już zatem, że zostawiła go dla innego i przy okazji postanowiła odebrać wszystkie rzeczy materialne i troszkę godności. Przeczuwam, że po raz kolejny wystawi go do wiatru. Mam nadzieję, że w tej decyzji pomoże jej Jowita, którą po tym odcinku lubię. Szorstka nauczycielka objawiła się nam jako zdeterminowana, zakochana do szaleństwa w koledze z pracy szantażystka. Ale robiła to z wielkim urokiem i każdy fan Tancerzy będzie trzymał za nią kciuki.
Telefony z pogróżkami, pocięte opony, napisy na samochodzie. Kiedy ona ma na to wszystko czas?

Katarzyna Glinka w ostatnich odcinkach służy tylko za tło, podobnie jak Wojciech Mecwaldowski. Szkoda straszna ale dzięki temu w końcu trochę więcej czasu scenarzyści poświęcili parze Krzysztof - Alicja. Oczywiście mężczyzna nadal nie wyjawił prawdy o wspólnej nocy z Aleksandrą. Dorociński świetnie zagrał scenę w restauracji. Być może aktor miał już w swoim prywatnym życiu do czynienia z upierdliwymi paparazzi. Ładna scena miłosna na koniec.

Pokaz na castingu dla międzynarodowych sław był słabszy niż występ na akademii uczniów z podstawówki. Piotr przejechał trzy razy ręką i ugiął kolana, a Sylwia, której występ został bardzo dobrze skomentowany nie pokazała właściwie nic. Wygięcie ręki, wygięcie nogi… i NY stoi przed nią otworem. Pamiętacie przy jak świetnych występach w You Can Dance tancerze słyszeli, że są jeszcze za słabi i muszą pracować? Uśmiałam się przy castingu, a już deklaracja Roberta i Aleksandry jaka to Sylwia była rewelacyjna wywołała u mnie parsknięcie. Zgadzam się z bohaterką. To było do dupy.

Humoru zero, bo humor w tym serialu poprawia mi Jerzy, a ten wątek jest już obcinany do bólu. Jego narzeczona Inga działa mi okrutnie na nerwy, chociaż Natalia Lesz świetnie radzi sobie z rolą głupiutkiej dziewczynki, która namawia koleżanki na “bzykanko”. Tym razem w KOŃCU powiedziała przyjaciółce, że Piotr sypia z Martą.

Myślałam, że Dorotę to bardziej obejdzie, w końcu przez trzy sezony była w nim zakochana. Nic z tych rzeczy. Każdy z bohaterów wzrusza tylko ramionami. I to mnie w tym serialu najbardziej denerwuje. Pisałam już wcześniej, że pokazywali nam przed dwa sezony Piotra szlachetnego, a teraz zrobili z niego największego gnojka. Przez dwa sezony pokazywano nam też, że dwie studentki szkoły bardzo się w nim kochają. Stały się rywalkami, konkurentkami i każda starała się zdobyć jego serce.
Trzecia seria wmawia nam coś innego - jedna macha ramionami, druga przyznaje się, że to dla niego została w szkole ale “głupio wyszło i jest jak jest”.

Nie rozumiem tego. Wszyscy narzekają na nowego Piotra. Ja go bronię - bo gra to co ma napisane. A winny jest scenariusz.

Odcinek niezły. Ale niekonsekwencja w charakterach bohaterów boli.
2 bobry.

fot.AKPA