„Tato, a kto to jest alfons?” – po odcinku 6

Postanowiłam, że nie będę się zanadto czepiać tego serialu i potraktuję go w kategorii „miłe odprężenie” 😉

Pisałam już kilka razy, że kocham Joannę Kulig, a Paweł Domagała to mój osobisty ulubieniec jesiennego sezonu.
Muszę być jednak szczera – przed Wami i samą sobą – i przyznać, że dzisiejszy odcinek mnie wynudził.

Nie mam pojęcia po co pojawiło się sporo zupełnie niepotrzebnych spraw Kancelarii. Od wątku doktora oszusta, który przybył tylko po to aby Iga mogła wygłosić do Marcina swój kolejny monolog o pomaganiu „złym ludziom”, po problemy firmy budowlanej i brak tłumaczeń.
Zapychacze czasu.
Myślę, że niepotrzebnie rozwleka się też poszukiwania oszusty matrymonialnego.

W zasadzie nie wyobrażam sobie, że w tak prestiżowej (co było podkreślane kilkakrotnie) Kancelarii adwokackiej może dojść do sytuacji, w której prawnik przypomina sobie kilka godzin przed ważną rozprawą o ekspertyzach budowlanych.
Zawsze wydawało mi się, że aby reprezentować klienta trzeba poświęcić sporo czasu aby zapoznać się z całą dokumentacją, poznać wszelkie kruczki prawne, poukładać sobie w głowie mowy, czy też linię obrony.
Marcin po alkoholowej nocy nagle dowiaduje się, że brakuje mu strategicznych tłumaczeń…

Mam wrażenie, że cały wątek był przygotowany tylko po to aby pokłócić główną parę i zbliżyć do siebie prawnika i sprzątaczkę.

Chore dzieci i zakładanie profilu randkowego – szkoda, że to również trwało tak długo.

Nadpobudliwa Iga nuży. Czy w każdym odcinku podczas normalnej rozmowy musi podnosić głos, oskarżać adwokata o złe intencje i rozprawiać się z nerwami z byłym mężem?
Strasznie to przerysowane.
Dodatkowo telefoniczna rozmowa i jej żądania: „Teraz, już, natychmiast!” I kolejny monolog o biednych ludziach, którym nie ma kto pomóc.

Słowa nie powiem o grze aktorskiej Eweliny Serafin. Bo wyjdzie na to, że jedynie narzekam 😉

Na plus Katarzyna Ankudowicz w roli kandydatki na sekretarkę i bardzo krótka, acz śmieszna rozmowa Krzysztofa z córką.

Bardzo mi przykro. Ale jeśli ten serial ma być dla mnie li i jedynie rozrywkowy, to musi sprawić, że podczas jego oglądania wątki nie będą mnie denerwować, a dobór aktorów przyprawiać o ból zębów…

Za dzisiaj 1,75 bobra. Bo na dwa ten odcinek nie zasłużył.

3 odpowiedzi do “„Tato, a kto to jest alfons?” – po odcinku 6”

  1. Moje krótkie refleksje po 6. odcinku. Może i scenariusz miejscami jest efektem radosnej twórczości, aktorzy grają w konwencji lekko przerysowanej, ale, poza wspomnianą Eweliną, która w roli puszystej i naiwnej blondyny też się obroni, grają dobrze. Domagała, Kulig, Zieliński Jarosik i młodzi – Pawłowski i Domańska. Ten serial, mimo wad, kupuję. Pamiętacie „Samą słodycz”? Mimo dobrego aktorstwa większości postaci, ciężko było nie mieć poczucia zmarnowanego czasu;)

  2. W Brzyduli tez byly przerysowane postacie i nikomu to nie przeszkadzalo, nie znam serialu komediowego w ktorym postacie nie byly by przerysowane, kazdy wtedy w takiej postaci moze odnalesc kawalek swojego charakteru i to jest super 😉 Iga jest wreszcie zywiolowa postacia( i nerwowa jak wiekszosc naszego spoleczenstwa 😉 odcinek fajny i z niecierpliwoscia czekam na kolejne 🙂

  3. Mnie się też podoba 🙂 Co prawda nie było w tym odcinku Żurka, ale pojawiła się za to jego żona 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *