Nie mam ostatnio czasu na opisywanie seriali z USA ;)

Jednak dla tego wydarzenia postanowiłam zrobić wyjątek…Dwusetny odcinek bardzo dobrze oglądanego serialu, multum zaproszonych aktorów, urodziny Sheldona - i niewypał.
Jak można było aż tak zmarnować potencjał?

Dla niezorientowanych w temacie - Sheldon nigdy nie lubił urodzin, bowiem w dzieciństwie znajomi siostry “terroryzowali” go opowieściami o przybyciu na jego imprezę Batmana - który nigdy się nie pojawił…
Przyjaciele zrobili niespodziankę i nie dość, że zaprosili jednego z aktorów wcielających się w superbohatera (Adam West), to jeszcze w odcinku jubileuszowym pojawili się Stephen Hawking, Christine Baranski, Wil Wheaton, a nawet dawno niewidziana - Sara Gilbert.

I co?
Nico…
Zero śmiesznych dialogów, czy zabawnych sytuacji.
Powoli męczy mnie już to odtrącanie Stewarta i robienie z niego służącego.
Nerdy nie pamiętają jak sami byli traktowani w Liceum? Ten wątek jest niesmaczny…

Był tort, prezenty, a nawet okolicznościowe przemowy i specyficzne “100 Lat” od Pana Stephena. Tyle możliwości, aby napisać coś naprawdę zabawnego.

Mam wrażenie, że scenarzystom brakuje świeżości z początkowych sezonów, a widownia jest już zmęczona nijakimi epizodami.

Jubileuszowy odcinek oceniam na 1,5 bobra.