Jeśli lubicie seriale dla kobiet, a przede wszystkim o zmaganiu się kobiety z przeciwnościami losu, to ten serial jest dla Was. Ale nie chodzi mi o problemy w pracy, problemy z partnerem, przeniesienie w góry lub na Mazury. Jeszcze wiosną zastanawiałam się jak serial o kobiecie chorej na raka może być komediowym i kto to w ogóle będzie to oglądał. Okazuje się, że Big C ma rekordową oglądalność w USA, a już dzisiaj główną bohaterkę Laurę Linney typuję na zwycięzcę Emmy.

Jak to mawiała moja babcia - wspomnicie moje słowa. ;)

Piąty odcinek jest zupełnie inny. No może przesadzam, bo nadal chodzi o to, że Cathy musi zmienić swoje życie, którego zostało jej tak marnie mało…

Rozmowa z synem mnie urzekła. Wiadomo, że główna bohaterka trzyma dalej swój problem z dala od innych, czym nie zaskarbia sobie zwolenników. Ale kit im w oko!
Jeśli przyłapiesz syna na oglądaniu porno co zrobisz? Mało tego - ona złapała 14-letniego syna na oglądaniu porno i masturbacji. Każda inna matka uciekłaby z krzykiem z pokoju dziecka, ale nie zapominajmy, że Cathy został rok życia.

Matka pakuje się w tą niezręczną sytuację, przy żałosnych oporach dziecka i tłumaczy czym jest sex, jak ważna jest gra wstępna i dlaczego ta pani tak jęczy?!

Uśmiejecie się do łez.

Poza tym w szkole pojawia się przepiękny, muskularny malarz. I Cathy przy okazji po raz pierwszy w życiu robi sobie depilację woskiem “okolic bikini”. Jakie skutki będzie miał ten zabieg. A to już zobaczcie sami.

Serial jest tak naszprycowany genialnymi aktorami drugoplanowymi, że trudno sobie wyobrazić więcej. Pod Waszą uwagę poddaje tylko brata głównej bohaterki, jej sąsiadkę i Andreę - jej uczennicę.

Wiecie co, po raz pierwszy przy tej produkcji każdy z Nas odniesie wrażenie, że rak to nie koniec życia, tylko początek nowego. Bez łez, biadolenia i skutków chemioterapii.

Zdecydowanie i gorąco polecam piąty odcinek!

fot.sho.com