Po chorobie powoli wracam z recenzjami. Na początek “The Carrie Diaries”, czyli serial od CW dla sierot po “Gossip Girl”.
No cóż… Na pewno nie jest to produkcja, która stanie się stałym punktem w mojej “ramówce” serialowej - ale jako kolejne “guilty pleasure” - dlaczego nie?

Lata 90-te. Która z nas nie chciała zasmakować trwałej ondulacji? (i ile trzeba było czekać aby poszarpany baran w końcu zniknął z grzywki ;)

Która z nas nie marzyła o dekatyzowanych dżinsach, najlepiej z nitami? Lub kamizelce w podobnej stylistyce?

Marynarki z poduchami, plastikowe klipsy, getry z “lajkrą” (które nota bene wracają do mody), walkmany… każdy z nas pamięta swojego pierwszego ;)

(“Pamiętniki Carrie” (bo taki jest tytuł polski) rozpoczynają się oczywiście w 1984 roku. Ale ten kicz trwał w Polsce i nie tylko o wiele dłużej, a ja byłam świadkiem jego mocnego uderzenia w późnych latach 90-tych :)

Co do serialu - po pierwsze świetna muzyka. Po drugie - rewelacyjne stylizacje. Po trzecie… Na razie muszę się nad tym punktem poważnie zastanowić.

Gdyby to był serial o przypadkowej dziewczynie, która chodzi do szkoły, podkochuje się w przystojniaku i poznaje świat mody - nie byłoby tak źle. Chociaż ta sama historia została już przedstawiona w skasowanym serialu “Jane by design”.

Ale to przecież miała być opowieść o jednej z kultowych bohaterek Seksu w wielkim mieście!
Na razie główną bohaterkę z Carrie Bradshaw łączy jedynie miłość do mody (dziwne, że chodzi o torebkę, a nie o buty) i marzenie aby lepiej poznać życie na Manhattanie.
Przeglądając wywiady z produkcją -  Samantha, Charlotte i Miranda być może pojawią się w kolejnych sezonach (o ile serial zostanie przedłużony).

Nie rozumiem wątku z Larissą (Freema Agyeman), która jest redaktorem w magazynie mody, kradnie ubrania i “kolekcjonuje ludzi” (Podejrzewam jedynie, że tym razem scenarzyści chcieli wyjść poza oklepany banał - dziewczyna ma poukładane życie w małym mieście, aż nagle w dużym poznaje bogatego chłopca).
Dlaczego Carrie nie mogła poznać w wielkim mieście zdecydowanie od niej starszej Samanthy, która byłaby agrafką spinającą te dwie produkcje?

Ojciec, śmierć matki, zbuntowana siostra, kłopoty przyjaciółek. Dodatkowo wątek miłosny z basenem w tle. I oczywiście cudowne życie na Manhattanie, którym nastolatka jest oczarowana.
To dosyć dużo jak na 40 minut. Ale niestety jak na razie  to serial skierowany tylko dla nastolatków (a raczej nastolatek). Nie ma dorosłych postaci drugoplanowych, które polubiłaby starsza część widowni.

The Carrie Diaries na pewno nie przeciąga na siłę wątków, nie ma rozmów o niczym (co miało miejsce w ostatnich sezonach Plotkary), jest kolorowe, z muzyką którą lubię i znam.
Ale specjaliści od promocji i producenci nie powinni reklamować “The Carrie Diaries”jako prequel’u Seksu w wielkim mieście.

Na dobry początek i zachętę ;) 2,5 bobra.