Jak wiecie jestem wielką fanką amerykańskich, rodzinnych seriali obyczajowych. ;) Zdaję sobie więc sprawę, że opowieści ABC Family to słodkie widokówki z obrazkami idealnych matek, ojców i ich dzieci. Jak zawsze na ich drodze pojawiają się problemy, dzieci kłamią, rodzice podejmują złe decyzje - wszystko okraszone wzruszającymi scenkami, w których każdy zapewnia innych członków rodziny o swoich uczuciach. Tym razem jest podobnie ale niestety bardzo nudno i przewidywalnie.

O “The Fosters” zrobiło się głośno przed premierą - po pierwsze producentką serialu jest słynna Jennifer Lopez,a po drugie po raz pierwszy mieliśmy oglądać rodzinę, w której “głowami” są dwie kobiety - lesbijki.

Po pilocie stwierdziłam, że być może mam za mało materiału aby ocenić serial i czekałam na kolejny odcinek. Niestety moje wrażenia zmieniły się tylko na niekorzyść.

Dwie matki lesbijki - jedna ma syna z poprzedniego małżeństwa (nota bene z policjantem, który jest jej obecnym partnerem w pracy), obie zaadaptowały rodzeństwo bliźniaków.
Związek opiera się na rozmowach przy dużym, kuchennym stole, nie zauważyłam żadnego, większego uczucia, które łączy kobiety, nie ma między nimi namiętności, zachowują się raczej jak siostry lub koleżanki, które muszą zmagać się z grupką nastolatków.

Do ich domu trafia “na przechowanie” Callie - dziewczyna z poprawczaka. W pierwszych scenach pokazuje, że jest krnąbrna i będzie sprawiać problemy. Bardzo szybko okazuje się, że to kolejny dobry dzieciak po przejściach. Callie szuka swojego młodszego brata, w czym pomaga jej nowy, starszy “brat”.
Ostatecznie w domu Fosterów przebywa piątka dzieciaków - nowemu rodzeństwu Opieka społeczna szuka bezpiecznej przystani, jednak założę się o miliony dolarów, że w końcu wszyscy zostaną razem.

Najgorsze w “The Fosters” jest drewniane aktorstwo i brak pomysłów na prowadzenie postaci nastolatków. Dorosła obsada również nie ma się czym pochwalić.
Po drugie przewidywalność. Jeśli adoptowana córeczka kradnie i sprzedaje pigułki brata wiadomo, że musi wpaść, a winę za jej uczynek weźmie ktoś inny.
Oczywiście są rozmowy, każdy członek rodziny obwinia kogoś innego, a później przeprasza. Każdy się o każdego martwi, są interwencje i kolejne bardzo miałkie dialogi.

Nikogo nie polubiłam. Nie ma ani jednej postaci za którą można trzymać kciuki i interesować się jej dalszym losem. Tak jak pisałam wcześniej - Callie i jej braciszek w końcu dołączą do rodziny. I również będą rozmawiać, popełniać błędy, rozmawiać, rozmawiać i rozmawiać…
Chyba szkoda mi już czasu.

1,5 bobra.