Spodziewałam się opowieści o postapokaliptycznym świecie, w którym ludzie muszą zmierzyć się z brakiem jedzenia, chorobami czy samotnością.

Oglądamy USA w 2021 roku, po epidemii, która wybiła ludzkość. Brzmi smutno?
Okazuje się, że to jeden, z najśmieszniejszych seriali, jakie ostatnio oglądałam.

Will Forte wcielający się w “ostatniego człowieka” jest znakomity.
Zastanawiałam się co zrobiłabym, gdyby okazało się, że w moim mieście, ba w całym państwie nie ma już nikogo.
Myślę, że pomysł z domem, czy zabawami na świeżym powietrzu był znakomity.
Kwestia ilości spożywanego alkoholu, czy higieny osobistej -  w tej akurat kwestii nie będę identyfikować się z Philem ;)

Czym jest jednak dostęp do atrakcji bez człowieka, z którym możemy dzielić radości i smutki?
Ostatni mężczyzna na świecie marzy tylko o jednym… O kobiecie. Codziennie modli się do Boga, aby zesłał mu ślicznotkę.
I wiecie co? Jego życzenie w końcu się spełnia. Tylko ostatnia kobieta na świecie nie jest ideałem…

Tak upierdliwej postaci już dawno nie było.
Wszystkie sceny z Carol doprowadzają do niekontrolowanych wybuchów śmiechu.

Nie chcę Wam psuć przyjemności z oglądania premiery.
The Last Man on Earth jest serialem nieszablonowym, ale przede wszystkim bardzo śmiesznym.

Na początek 4 bobry :)