O serialu nic nie wiedziałam - być może miał “nienachalną” akcję promocyjną (prawdopodobnie producenci, którzy widzieli pilota wiedzieli, że to “wiele hałasu  nic ;) Pomysł - rewelacja. Przenosimy się do roku 2025, gdzie wszystkich ludzi na ziemi dotyka niesamowita tragedia - bezpłodność. Ostatnia szóstka dzieci urodziła się sześć lat temu, a szpitale położnicze, żłobki, przedszkola i place zabaw świecą pustkami. Nad odbudową populacji pracują sztaby wybitnych specjalistów, aż w jednym z amerykańskich (zdziwilibyśmy się aby było inaczej ;) laboratoriów Dr Alison Lennon udaje się “wyprodukować” sto ludzkich embrionów. I od tej pory serial poszedł w stronę, której nie kupuję. Nasza blond - laborantka zostaje zwolniona z pracy w trybie natychmiastowym, gdyż embriony przejął Rząd USA (a raczej wydzielona do tego celu specjalna jednostka). Dziwię się, że zwolnili geniusza, a w pracy pozostali jej współpracownicy. Główna bohaterka nie walczy o powrót na stanowisko, chce samotnie prowadzić badania. Znajduje jedną z dawczyń jajeczek, które udało się zapłodnić i postanawia wykraść dla niej embrion.
Sytuacja się komplikuje, rozpoczyna się seria pogoni i ucieczek, a agenci o kamiennych twarzach likwidują problemy.

W międzyczasie Prezydent USA za namową doradcy postanawiam ujawnić sekret - ogłasza narodową loterię. Udział w niej może wziąć każda kobieta, która chce zostać matką. Oczywiście embriony są zbyt cenne i nie można ich podarować przypadkowym surogatkom. Już w drugim odcinku poznajemy zasady wyboru. I tutaj również się zawiodłam. Setka dzieci trafi do odpowiednio wyselekcjonowanych kobiet, które będą spełniać wszelkie normy. Szkoda. Miałam nadzieję, że tak jak to bywa w losowaniu - dziecko będzie mogła dostać każda z uczestniczek - bez ograniczeń.

W serialu jest też trzeci wątek. Ojciec jednego, z sześciu ostatnio urodzonych dzieci zostaje oskarżony o zaniedbania i musi pożegnać się z synem. Oczywiście rozżalony facet (nerwowy, ale urodziwy typ) porywa swoje dziecko ze szpitala i ucieka. Kolejna pogoń, ukrywanie się przed agentami itp. W drugim odcinku widzimy, że jest pomysłowy -  napada na aptekę w poszukiwaniu insuliny (szkoda, że wcześniej nie pomyślał i nie schował lekarstw w bezpieczne miejsce - taka zapchajdziura).

Straszny chaos - ale ja lubię chaotyczne opowieści. Tym razem NIESTETY szybko się znudziłam. O ile sam pomysł wydawał mi się rewelacyjny (wyobrażacie sobie świat bez dzieci?), to już wykonanie męczy widza. Brak postaci, które są zapamiętywalne, brak logiki (bo np. po co zabijać dawców zdrowych komórek?), brak dobrze napisanych dialogów. Pogonie i ucieczki męczą. Wątki, które miały mnie zaciekawić po dwóch odcinkach - sprawiają, że mniej więcej wiem, w którą stronę pójdzie serial - i już jestem znudzona.

2 bobry.
Być może kiedyś, w wolnej chwili zerknę na kolejne odcinki - tylko po to aby zobaczyć słynną “loterię”. Na razie szkoda mi czasu.