Nie mam za wiele czasu na oglądanie nowości z USA, ale postanowiłam nadrobić kilka tytułów.
Na początek This Is Us - bo czytałam pozytywne komentarze. Nie spodziewałam się fajerwerków - ot kolejna opowieść o ludzkich dramatach…
I Bum! Trach! Morze łez, zapchany nos i gardło nabite wzruszeniem.
Nie będzie Spoilerów.

Są cztery główne wątki.
Para spodziewa się trojaczków, bogaty biznesmen odnajduje biologicznego ojca, dziewczyna chce zrzucić sporą nadwagę, a popularny aktor sitcomu przeżywa kryzys.

Kate poznaje sympatycznego kolegę na terapii dla osób otyłych (przypomniał mi się serial Mike i Molly),
William z żoną dopinguje córeczki na boisku, a Kevin chce być aktorem z prawdziwego zdarzenia (a nie ciachem z nagim torsem).
W międzyczasie rozpoczyna się poród.

Nic więcej nie napiszę. This Is Us rozłożył mnie na łopatki, a finał sprawił, że płakałam jak dziecko.
Czy scenarzyści utrzymają poziom w kolejnej odsłonie? Nie mam pojęcia. Ale długo czekałam na coś mądrego i dobrego jednocześnie.

Za premierę na świeżo 5 bobrów.
Serdecznie Wam polecam :)