Powoli żegnamy się z serialem Lekarze, bo ja wiemy, szóstego sezonu już nie będzie.
Co wydarzyło się w 11 odcinku?
Zapraszam poniżej.

Kolejny odcinek bez głównych bohaterów. Nie ma Alicji, Leona, Elżbiety, czy chociażby Krzysztofa.

Stary Karkoszka robi szpitalne rewolucje, a jego syn odkrywa przekręty ojca.
Najbardziej było mi żal, że pracownicy stracili urokliwą piwnicę, która w poprzednich sezonach była  znaczącym miejscem ich spotkań, a przede wszystkim zwierzeń.
Niebawem do pracy zostanie przywrócona była Dyrektor i wszystko wróci do normy - przynajmniej mam taką nadzieję.

Dwie operacje w odcinku, które zdecydowanie pochwalę - za jakość wykonania i szczegóły anatomiczne.
Cieszę się, że do zespołu dołączyła neurochirurg. Widzowie mogą zobaczyć bardzo skomplikowane zabiegi na otwartym mózgu.
Weronika Książkiewicz jako urocza “blondynka”, która martwi się jedynie o wygląd pleców męża - dość przekonująca. Bardziej jednak podobała mi się Dominika Bednarczyk, której małżonek przechodził bardzo skomplikowaną operację usunięcia guza mózgu.

Wanatowie mają problem. Muszą dopłacić swojej surogatce kolejne 50 tysięcy złotych - bo takiej sumy zażądała matka Irminy.
Piotr przeprosił byłą kochankę za podejrzenia i pomógł Jivanowi przenosić kartony - i to w zasadzie koniec jego wątku.

Najwięcej czasu poświęcono relacji Przemka z Anną.
Ewidentnie scenarzyści pokazują nam scenki znane z przysłowia: “Kto się czubi, ten się lubi”. Zagrywki z obklejaniem windy uważam za dziecinadę, chociaż miło się patrzyło na zemstę Przemka.

Za operacje, udane występy gościnne i Zaniewską vs Karski dzisiaj 3 bobry (a raczej 2,99 ;)
(Oglądało się milej, niż wiecznie zmęczoną Alicję z pieluchami, czy problemy z maniakiem komputerowym). Ale mimo wszystko to już nie to samo co w pierwszych sezonach…