Krótka recenzja i bobry poniżej.

Leon nie przepada za chłopakiem Beaty, a ona nie lubi jego aktualnej wybranki, którą “pieszczotliwie” nazywa “macoszką.
Trudno im się dziwić.
Ojciec przyjął oświadczyny ukochanej, pod warunkiem - o czym wiedzieliśmy z wcześniejszych streszczeń - nie ma się co rozpisywać. Ja nadal trzymam kciuki za tę parę.

Wanat został w końcu oczyszczony z zarzutów i świętował zwycięstwo uprawiając z żoną namiętny seks (emisja kolejnego odcinka w niedzielę o 20:00 nie za wcześnie na tak odważne sceny? ;)
Bardzo podobało mi się powitanie w szpitalu.
Była kochanka dowiedziała się, że to Iza stoi za wrobieniem męża w aferę. Ciekawe, że to akurat ona musiała przez przypadek podsłuchać rozmowę znienawidzonej rywalki z informatykiem - trochę naiwne i schematyczne - ale to już się czepiam.

Alicja przyjęła stanowisko zastępcy ordynatora i przeszła na ty z Karkoszką. Podoba mi się budowanie przez scenarzystów postaci Michała, którego polubiłam od pierwszego odcinka (tym, bardziej, że uwielbiam Mecwaldowskiego).

Dwa przypadki medyczne. Chory na Parkinsona ojciec nie chciał wyjawić przebywającej w USA córce, że jest w szpitalu. Martwił się, że ukochana córeczka rzuci karierę aby się nim opiekować - i tak właśnie się stało.
Ciekawy, wzruszający wątek. Na plus rozmowa pacjenta z Basią.

Bezdomny, który za późno trafił na stół operacyjny najbardziej martwił się zostawionym psem, warującym pod szpitalem.
Na łopatki rozłożyła mnie scena, w której Karkoszka tłumaczył zwierzęciu, że jego Pan umarł - pies prawie płakał… I to “kundelek” był dla mnie gwiazdą odcinka. Genialny aktor! Te smutne oczy, emocje! Ten border terrier powinien mieć swój serial :)

Kolejny, udany epizod.
3,5 bobra :) (zastanawiam się nad 4)