Krótko i na temat. Nie będę się wysilać na opis relacji damsko-męskich głównych bohaterów, bo wróciliśmy do źródła. Maks jest obrażony, Alicja udaje niedostępną, a jak już rozumie, że źle postępuje, to zastaje swojego ukochanego w objęciach rywalki - nota bene siostry.

Ostatnio znajoma zapytała mnie czy oglądam “Lekarzy”. Przyznałam, że tak. - Zapytała: “Dlaczego w serialach TVN nie może być tak po prostu? Zakochują się w sobie, pasują do siebie i są razem po kilku odcinkach?”. Nie mam pojęcia - odpowiedziałam. To chyba taki “urok” tych produkcji.

Jedyne szczęście dotyczy postaci drugoplanowych, którzy w kilku odcinkach potrafią wyznać sobie uczucia i ruszyć do przodu.

Główni bohaterowie będą się miotać przez kilka sezonów i non stop łapać się na “tuleniu byłych lub niedoszłych”.

Orda i Sylwia rewelacyjni. Celibat, rozmowy o wspólnym życiu, zaledwie po kilku spotkaniach - udany wątek.
Tutaj jest humor i zabawa. Świetna scena w windzie.

Beatka jest rozpuszczona do granic możliwości. Nie przyjmuje do siebie faktu posiadania siostry - ale po jej zagrywkach w tym sezonie już nic mnie nie zdziwi. Wszak przez połowę odcinków okłamywała Alicję o uczuciu, które łączy ją z Maksem.

Leon nadal bezkonkurencyjny. Przypadki medyczne tym razem bardzo udane i mające wpływ na życie lekarzy (dobór aktorów drugoplanowych zdecydowanie lepszy niż w poprzednich odcinkach).
Pojawił się ginekolog Piotr - ale po raz kolejny tylko na kilka sekund. Szkoda, że Szymon Bobrowski w tym sezonie nie występował w stałej obsadzie (chociaż wszystkie portale, łącznie z Wikipedią twierdzą, że jest jednym, z głównych aktorów “Lekarzy”).

Toruń zimą… :) Tak się cieszę, że niebawem będzie śnieg, bitwy na śnieżki i choinka.

Reasumując. Jestem zła na zagrywki głównych bohaterów. Chyba na randkę Alicji i Maksa poczekamy jeszcze kilka lat.
Reszta - bardzo przyzwoita, ale odcinek przeciętny.

2,5 bobra.