Cztery Przyjaciółki Polsatu również wróciły (na razie oczywiście w formie prapremiery).
Dla stęsknionych widzów, którzy nie mogą wytrzymać do czwartku - kilka słów poniżej.
Oczywiście klikacie na własną odpowiedzialność :)

Jak to los dziwnie się plecie.
Na początku trzeciego sezonu jedynie szalona singielka Zuza jest w stałym i dobrze rokującym związku. O ile dobrze może rokować sytuacja, w której kobieta boi się spać z ukochanym w jednym łóżku i nie przepada za okazywaniem uczuć w miejscach publicznych (i trzymaniem bukiecików)  - to wszystko będzie dobrze.
Na deser upierdliwy, nowy szef, któremu miejmy nadzieję - ta bohaterka da popalić.

Inga szuka pracy i z pomocą byłego męża i Doroty nowego mieszkania.
Oczywiście na horyzoncie pojawił się Filip Bobek - nowy sąsiad, który nie przepada a sprzątaniem po swoim psie.
Tradycyjnie sąsiad okazuje się gburem i kłamcą. Pozostawienie fekaliów swojego czworonoga na wypielęgnowanym, osiedlowym trawniku jest złe. I nawet nie chodzi o to, czy w tym miejscu bawią się dzieci. Żadna/ żaden z nas nie ma ochoty przynosić do domu na butach “śmierdzącej niespodzianki”. A to niestety często się zdarza.
Wydłubywanie zwierzęcych odchodów z podeszwy buta = niechęć do właścicieli psów. A chyba nie o to chodzi…

Nie kupowałam ostatnio mieszkania, aczkolwiek jestem w stanie zauważyć na ścianie “grzyba”. Dlatego też nie rozumiem kompletnie czemu właściciel li i jedynie po rozmowie z agentką nieruchomości zgodził się sprzedać lokum - obniżając drastycznie cenę.
Przecież tutaj chodziło o 40 i więcej tysięcy! Sytuacja wydumana do granic możliwości. Nikt nie wyjeżdżał, nikt nie chciał sprzedać mieszkania “w tej sekundzie”. A była nawet mowa o żonie, która “zabije” ;)
Takie serialowe “science fiction”.

Patrycja postanowiła na dobre pożegnać się z miłością jej życia - Michałem. Udana scena w restauracji. Dobrze, że kobieta w końcu postanowiła opowiedzieć o swojej rozmowie z przyszłą/niedoszłą teściową. Decyzje zostały podjęte. Ona chce jego dobra. Niestety ostatnia scena z podwożeniem do Zakładu fryzjerskiego została źle odebrana przez zakochanego faceta.
Pojawiły się również dwie, nowe postacie - znakomity fryzjer i jego asystent z pieskiem (niepokoi mnie pojenie zwierzaka kawą ale to szczegół). Na wyróżnienie zasługuje Antoni Królikowski w roli geja.

Po pierwszym odcinku po raz kolejny chylę czoła przed Magdaleną Stużyńską w roli Anki. Kobieta została pozbawiona środków do życia, nadal opiekuje się domem, który staje się pusty…
Wszystko się wali, teściowa przejmuje kontrolę nad synami, a dorosła córka ma zupełnie w nosie to co dzieje się z jej rodzicami, a wręcz chwali się w szkole, że się rozwodzą.
Anka, która na dobrą sprawę, nie potrafi odnaleźć się w innej roli - na razie nadal smaży placki ziemniaczane i martwi się o zakupy na kolejne dni. Nie ma pieniędzy, a rozmowa z przyjaciółkami uzmysławia jej, że w najlepszym razie niebawem zostanie sprzątaczką walczącą z mężem - prawnikiem o dzieci.
Kto by się w takim momencie nie upił?
Na szczęście pomocną dłoń wyciąga do niej kolega z AA (Czy w tym sezonie Paweł Królikowski zdyskwalifikuje Krystiana Wieczorka w roli “Króla polskiego serialu”? Bo pojawia się w prawie każdej produkcji).

Czas na konkrety. Powrót “Przyjaciółek” nie zawiódł. Ale również zupełnie nie zaskoczył widza. Kiedyś pisałam o odgrzewanych kotletach.
Ten pt.”Przyjaciółki” po wszystkich “Szpilkach”, “Hotelach” itp. Daje radę!
Aczkolwiek brakuje mu paru “smaczków”.

3,5 bobra.