Ja, w przeciwieństwie do autorki piosenki, z łatwością przyznaję, że odcinek był z gatunku tych słabszych. W zasadzie cała akcja została skupiona na przygotowaniu Agaty do roli świadka, w sprawie byłego narzeczonego - oszusta.

Dzisiejsza recenzja skupi się na plusach i minusach.

- Całkiem przeciętna sprawa sądowa, bez większych zaskoczeń, w zasadzie bez jakiegokolwiek finału. Tym razem Agata nawet nie zaangażowała się w osobiste szukanie pokrzywdzonych przez szantażystę osób. Sam klient musiał się fatygować. Nie mówiąc już o tym, że nie było rozmów z żoną, prób naprawy małżeństwa, do czego serial zdążył nas już przyzwyczaić.
Wątek potraktowany po “macoszemu”.

- Aktorzy, w rolach gościnnych. Nie wiem czy to za sprawą scenariusza, czy już u mnie objawia się “zmęczenie materiału” - nikt mnie nie poruszył, w zasadzie bezbarwne role.

+ Zaangażowanie Marka w sprawę Agaty. Szuka informacji, stara się pomóc partnerce w każdy możliwy sposób. Poświęca nawet jednego ze swoich najlepszych klientów aby uzyskać konkretne wiadomości. To jednak świetny facet :)

- Dorota, która sama nie wie czego chce. Raz dziękuje za propozycję pracy w korporacji, po czym jednak przyjmuje ofertę, aby na końcu po raz kolejny zrezygnować. Nie mam pojęcia po co był ten wątek.

- Aresztowanie Huberta. Wnioski, dowody, stara sprawa ubezpieczyciela i zaangażowanej w to Agaty… Trochę za dużo. Dodatkowo widz, który nie oglądał pierwszego sezonu, lub ma kłopoty z pamięcią nie będzie wiedział o co chodzi i dlaczego nasza ulubiona mecenas może wszystko stracić.

+ Rozmowy Agaty z Dorotą. Świetna, babska przyjaźń: “Nawet napić się z Tobą nie można” skierowane do kobiety w zaawansowanej ciąży.
+-Na koniec produkt placement. Ale nie tak nachalny jak poprzednim razem. T mobile podczas rozmowy Marka i nietłukący się soczek Cappy w kuchni Doroty. Da się przeżyć :)

Reasumując. Jestem ciekawa finału. Odcinek “zapychacz” (to moje określenie na epizody, które niczego nie wnoszą).
2 bobry.