Chwała dobrym ludziom (a mowa tutaj zdecydowanie o scenarzystach), że na razie oszczędzili nam wróżek i kolejnych ras, które sprawiają, że nie ma czasu na głównych bohaterów.
Tym razem wróciliśmy do starych, niekoniecznie “dobrych” postaci i ich problemów. No cóż, nie wszystko mi się podoba… Ale zdecydowanie warto zobaczyć odcinek ze względu na Erica. I jego “kaloryfer” :)

W sumie nie tylko mięśnie jego klatki piersiowej będziecie mogli oglądać. Bohater pokazuje się w “całej okazałości” - oczywiście bez przesady. To nie Shamelles ;)

Pojawia się wcześniej zapowiadana siostra Erica - Nora, chociaż ich relacja zdecydowanie nie jest typowa dla rodzeństwa. Bill jest przyjacielem byłego konkurenta do serca Sookie. Plany ucieczki szybko zostały storpedowane, bohaterowie zostali uwięzieni.

Będzie krótko, nie ma co krytykować serialu po pierwszym odcinku.

Tara jednak wróci - jako wampir. Ale już wiemy, że z powodu przestrzelonej głowy bohaterka może okazać się kimś zupełnie innym - trzymam za to kciuki.
Świetna Jessica i Pam. Całkiem udany, chociaż naciągany powrót pastora i jego wyznanie miłości Jasonowi. Mój ulubieniec z poprzednich serii Lafayette płacze i rozmyśla - mam nadzieję, że w końcu zacznie działać, bo jeśli ma plątać się po domach i dawać upust swojej wrażliwości… to ja mu podziękuję.

Wątek watahy, torturowanie Sam’a, wyznania Alcide - nie obeszły mnie zupełnie.

No cóż, po początkowej fascynacji serialem występuje u mnie “zmęczenie materiału”. Objawia się to tym, że nie odliczam godzin do emisji premierowego odcinka, nie oglądam z przyjemnością, ba! Nawet nie trzymam kciuków za losy bohaterów.
Zobaczymy co będzie za tydzień.

Na razie bez bobrów.