Recenzja jest bardzo krótka, więc aby nie publikować zbędnych spoilerów - wszystkie odczucia, wraz z bobrami znajdziecie poniżej.

Odcinek lepszy od poprzedniego. Jednak nadal fabularnie daleko mu do starego, dobrego “Przepisu”.
Uśmiechnęłam się podczas kilku momentów, pojawiła się nowa postać, jednak nadal mam wrażenie, że produkcja nie ma pomysłu na prowadzenie kilku, głównych wątków.
Żal mi emerytów. Scenarzystka nadal nie ma pomysłu na ich funkcje w piątym sezonie. Pracują w knajpie, wywołują bezsensowne kłótnie ale brak już ich kolorytu.
Wandzia obraziła się o rosołek, jednak miała co do jednego rację - Anka i Jerzy nie podziękowali nikomu za prace włożone w przetrwanie restauracji.

Wątek Poli i Tadeusza w zasadzie nie istnieje, Beatka i Andrzejek są tak słodcy, że niebawem będziemy źle się czuć obserwując ilość “cukru w cukrze” ;)

Dobre momenty odcinka - Elka, która trzasnęła Jerzego za Mateo i wizyta Andrzeja w domu Anki + jego komentarze na temat nowego wyglądu byłej żony.

Dzisiejszym słowem sponsorującym powinno być “obrażanie”. Każdy obwinia kucharzy za… w zasadzie za wszystko, a Mańka tradycyjnie przebija stawkę (po raz kolejny udawania, że jest rozkapryszoną małolatą) i wyprowadza się w domu.

Elka i Dorota, mama Beatki, trochę gotowania i mięśnie Kajtka ;)

Nadal brakuje mi fabuły, bo relacje pomiędzy bohaterami są nijakie. A już teksty Żabć: “Musimy porozmawiać, rozmawiamy, ale musimy porozmawiać na poważnie…” - przypominają mi dialogi w “Modzie na sukces”.

Nie mam się nad czym rozpisywać.

2,5 bobra