W przypadku “Leaving Neverland” środowiska broniące Jacksona miały niezłomny argument - oskarżony bohater nie żyje i nie może się wypowiedzieć w wielu kwestiach.
U Sekielskich tego problemu nie ma.

Oprawcy, którzy zostali sfilmowani nie tylko przyznają się do popełnionych czynów, ale również (i to chyba najbardziej obrzydliwe) proponują krzywdzonym “dzieciakom” pieniądze.

Nie tak dawno w kinach wyświetlano “Kler”, w którym również poruszano sprawę molestowania seksualnego. Mimo, że wydarzenia tłumaczono “wizją reżyserską”, czy fantazją scenarzystów ewidentnie kij w mrowisko został włożony.
Teraz jest mocniej, a przede wszystkim prawdziwiej.
Nikt nie powie, że to kłamstwo i perfidna manipulacja. Wystarczy spojrzeć w oczy księdzu. Wystarczy posłuchać tych marnych tłumaczeń.
(Szanuję dokumentalistów za pokazanie ich twarzy - chociaż nie mam pojęcia jak to prawnie obeszli).
Widać ilość pracy włożonej w przygotowanie dziennikarskiego śledztwa, zebranie nazwisk, materiałów, adresów.

Cenię “Tylko nie mów nikomu” za konkrety.
Mimo, że to okrutna historia nie miałam wrażenia “jazdy” na odrażających, szczegółowych opisach zboczonych zachowań prześladowców.

Najbardziej jednak ściskam kciuki za ludzi, którzy zgodzili się opowiedzieć swoją historię - pokazać twarz, narazić się na komentarze, wrócić do bolesnych wspomnień, a przede wszystkim skonfrontować się z gwałcicielami, którzy zniszczyli im życie.

Smutny i potrzebny dokument.
Oglądajcie.