Kiedy umówiłam się z serialem, że niczego już od niego nie oczekuję i oglądam go tylko w formie relaksu i “odmóżdżenia” zrobiło się całkiem miło ;)

Kolejny odcinek przyniósł kilka zmian. Cieszę się również, że w rolach drugoplanowych pojawiają się dobrzy aktorzy.

Był ukryty homoseksualizm i praca na czarno.
Oba wątki bardzo dramatyczne, ale nasi dzielni lekarze spisali się na medal.
Mentor zszył nogę i przeprowadził pogadankę, a Adam niczym najlepszy detektyw biegał po mieście w poszukiwaniu poranionego robotnika budowlanego.

Dodatkowo Robert zrozumiał, że nowy nabytek Kazimierza Wielkiego jest bardzo dobrym chirurgiem i szkoda się go pozbywać. Ordynator będzie mniej przychylny, kiedy dowie się, że osobista narzeczona migdali się z warszawiakiem przed drzwiami domostwa.

Spodobał mi się Pawlicki jako cyniczny Prokurator - Adorator.
Natomiast nie mogę już znieść tego patetycznego tonu jakim posługuje się “Wujek Dobra Rada”.
Pan Fronczewski naprawdę przegina.
Ciekawe też czego naoglądał się fachowiec od dialogów ;)

Dwie żenujące sceny na siłę: Kolega gej wpada do pokoju i przy obcych ludziach wyjawia największy sekret kochanka - sławnego sportowca.
Doktor Maciej zaprasza Żmudę na rozmowę, otrzymuje informację, że “Zaraz będę” i rozpoczyna z Marią rozmowę na temat ojcostwa, kłamstwa itp. W pustej poczekalni.

Odcinek tradycyjnie prosty i miły dla oka.
Były happy-endy, kilka momentów komediowych, pościgi i rozmowy.
Za tydzień Żmuda będzie już ojcem ;)
Tradycyjnie 2,5 bobra.