W rytmie serca – słów kilka po pierwszych odcinkach

Nadrobiłam dwa epizody w maratonie online.
Postaram się pozbierać myśli i wylać wszystko na papier. Taki wirtualny 😉

Widać, że nowość ma większy budżet niż Niania, czy Powiedz Tak. Krajobrazy Kazimierza, koloryt, nowoczesne ujęcia (chociażby drony) – wszystko niby na plus.
Oglądając „W rytmie serca” mamy cały czas wrażenie, że jesteśmy na seansie w kinie… i mamy do czynienia z kolejną polską kolejną romantyczną.

Niestety.

Banał goni banał, a przewidywalność wątków jest momentami bolesna.
Za serialem stoi przecież Piotr Wereśniak – twórca maltretowanych przeze mnie Wkręconych, Karolów Och i Rzeczy co to niby nie wiemy o facetach.

Powrót w rodzinne strony – OCZYWIŚCIE była ukochana i mały chłopiec, którego lata idealnie zgadzają się z czasem rozstania.
Tożsamość sprawcy ciąży jeszcze nieustalona, ale produkcja chyba nas nie zaskoczy…
I ojciec awanturnik-artysta i starszy narzeczony (obstawiam, że mimo zdziwionej miny już w następnym odcinku Marysia przyjmie oświadczyny).
Nie obędzie się bez „tej drugiej”. W tym przypadku ponętnej policjantki…

Są jeszcze wątki medyczne.
Nie są złe, tylko takie mocno przerysowane. Nasz młody lekarz ma żyłkę detektywistyczną, a do tego potrafi zdiagnozować chorobę w przeciągu kilku sekund.

Ucieszyłam się na widok Magdaleny Kumorek i przypomniałam sobie jaki świetny duet tworzyły onegdaj z Panią Olszówką.
Pan Fronczewski w roli przyczajonego mentora całkiem na plus. Gdyby nie te dialogi. Widz jest niedomyślny i ktoś musi mu łopatologicznie wytłumaczyć, że biedna blond pielęgniarka została w przeszłości skrzywdzona przez gnojka ze studiów 😉
Najlepszy na razie jest Dariusz Toczek i mam nadzieję, że nie będzie kolejnym policjantem z kawałów.

Nie mam większych problemów z Barbarą Kurdej-Szatan. Gra poprawnie – bez zachwytów, ale naprawdę nie mam się do czego doczepić. Natomiast Mateusz Damięcki chce tak bardzo, że niekiedy szarżuje.

Ponarzekałam, a teraz Was zaskoczę. To nie jest zły serial. To kolorowa, romantyczna opowiastka z Przychodnią w tle. Na niedzielne wieczory w kategorii „odmóżdżacza” nadaje się idealnie. Tylko czy ja będę wyczekiwać na seans? Jeszcze nie wiem.

Na dobry początek – 2,99 bobra.

17 odpowiedzi do “W rytmie serca – słów kilka po pierwszych odcinkach”

  1. O proszę. Na początku, jak zobaczyłam ilość bobrów, myślałam, że będę się z tobą kłócić w komentarzu, ale jednak nie będzie, aż tak źle :).
    Dialogi nie są takie złe (na pewno lepsze niż w takim „Klanie”), faktycznie sprawy medyczne nieco banalne, podobnie jak wątek miłosny (ten faktycznie jest bardzo banalny), ale akurat mnie to nie denerwuje.
    Idealnym określeniem dla tego serialu jest „lekki, fajny, niezły serialik na niedzielne wieczory”. Takie 3-3,5/6 idąc szkolną skalą.

  2. Mam podobne odczucia do opisanych wyżej.Natomiast raziło mnie puste tło,to znaczy mało statystów, zarówno w plenerach, jak i w scenach wewnątrz.Klimatem,widokami, przypomina mi niemiecki serial sprzed lat,którego tytułu niestety nie pamiętam.

  3. to może i ja dorzucę 2 grosze 🙂
    Od pierwszych minut kibicuję policjantce i lekarzowi, tworzą fajną parę oraz widać tam chemię i wcale nie chciałabym żeby był z bohaterką którą gra Szatan. Tylko że pewnie moje prośby się nie spełnią i będzie to bardzo przewidywalne tak jak napisałaś.
    Co mnie zraziło to tekst o Opolu Lubelskim, ale to chyba po prostu z racji tego że mieszkam tam w okolicach i naprawdę nikt z mieszkańców nigdy nie mówi Opole Lubelskie. Mówi się po prostu Opole (tak wiem to już takie moje czepialstwo). Druga sprawa to jeśli używają prawdziwych nazw miejscowości to nie wiem skąd wyskoczyli z drugą miejscowością Jabłonną, która jest wymyślona z kosmosu bo nic takiego koło Kazimierza nie ma, a jeszcze szpital tam umieścili. Zastanawiam się dlaczego nie mówili o Puławach które wydają się tu najlepszą opcją i są najbliżej.

  4. Mówili, z tego co pamiętam, o Jabłonowie, a nie o Jabłonnej (tak ja cały czas słyszałam). Ale mogę już być przygłucha :).
    Opole Lubelskie może dlatego, że w Polsce są (co najmniej) dwa Opola i chcieli zaznaczyć, że nie chodzi o to, w którym rokrocznie odbywa się festiwal, ale właśnie o to drugie :).

  5. mdusia123 fakt Jabłonowo nie wiem skąd napisałam Jabłonna co nie zmienia faktu że Jabłonowa też nie ma i szpitala tam też nie ma 🙂

  6. Może sobie taką fikcyjną miejscowość wymyślili, jak np.: Wilkowyje w serialu „Ranczo” :).

    Chociaż nie, teraz czytam, że jest jakieś Jabłonowo nad morzem. W takim razie faktycznie mogli podać jakąś inną miejscowość, która istnieje naprawdę i jest tam gdzie ma być.

  7. Wiesz to nie chodzi o to że wymyślili nazwę miejscowości, ale jeśli w jednym zdaniu pada nazwa dwóch miejscowości w tym jedna prawdziwa (Opole) druga nie, to już razi. Oczywiście większość nie zwróci uwagi ale okoliczni mieszkańcy już tak.
    Poza tym w lubelskim jest jedno Jabłonowo tylko w innej części województwa można powiedzieć że na jego drugim końcu.

  8. Poziom dialogów taki jak w Diagnozie, totalnie kwadratowy, ale to jest największa słabość naszych seriali – niestety.

  9. Zgadzam się jak nigdy serial bardzo przewidywalny. W temacie dziecka przypomina Strażaków w kwestii przychodni na prowincji Doktor Hart. Serial łatwy lekki i przyjemny, owszem Damiencki trochę przebudowany, Kurdej Szatan nie drażni jak w m jak miłość- gra poprawnie. Nie skreślam, będę oglądać.

  10. Mnie też zraził Jabłonów w połączeniu z Opolem. W drugim odcinku bardzo ciekawa byłam czemu bohaterowie pływają promem do Janowca i jadą mostem w Puławach podróżując nadal po Kazimierzu 🙂 Ale to wynika tylko z tego, że mieszkam w Janowcu, w Kazimierzu pracowałam i takie niedoróbki trochę mnie bawią. Ale zamek w Janowcu prezentował się bardzo ładnie 🙂

  11. Dr Hart miała mnóstwo kolorowych, rewelacyjnie napisanych postaci drugoplanowych i dlatego oglądało się to z wielką przyjemnością. Starszy lekarz – dodajcie mu córki! Młodemu doktorkowi współmieszkańca, a i bar można na szybko postawić 😉

  12. Kasia z tego promu to też mi się chciało śmiać, aż pomyślałam że może wybrali się na romantyczną „przejażdżkę” promem. Wyglądało to tak jakby Kazimierz rozdzielony byłby rzeką i z jednego brzegu na drugi trzeba płynąc promem. Kazimierz ma dużo urokliwych miejsc, więc mogli to inaczej rozegrać np. zwykłym spacerem koło Wisły.
    A ten most w Puławach (bo nie zwróciłam uwagi) to stary czy nowy pokazali? (pewnie stary bo bardziej klimatyczny)

  13. Ale wiecie co? Serial jest faktycznie baaardzo przewidywalny (szczególnie główny wątek miłosny), ale…jakoś mnie to nie drażni.
    Wręcz odnoszę wrażenia, że to miało właśnie takie być, że to właśnie miała być taka lekka, radosna opowiastka o miłości, przewidywalna, ale jednocześnie, w pewien sposób, urocza. Taka komedia romantyczna, ale zamiast filmu nakręcono serial (choć uważam, że większość polskich, współczesnych komedii romantycznych jest zwyczajnie kiepska, a ten serial jest jednak całkiem niezły, bo przynajmniej aktorzy nawet dosyć dobrze grają).

  14. Kasiu, pokazują stary most. Jest to scena która pojawia się kilkakrotnie (zazwyczaj kiedy pan doktor jedzie do szpitala w „Jabłonowie”) i w dodatku samochód jedzie od Puław czyli oddalają się od Kazimierza 🙂

  15. Nie zwróciłam uwagi na most, bo oglądałam jednym okiem robiąc w międzyczasie analizę do pracy 🙂 Ale tak myślałam, że stary bo bardziej klimatyczny
    Jeszcze zauważyłam że wypadek w pierwszym odcinku był w Parchatce, ale też go zrobili w kierunku Puław, a nie Kazimierza. A przecież pan doktor jechał do Kazimierza.
    P.S Chyba musimy się jakoś rozróżnić bo wygląda to tak jakbym pisały w jednej osobie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *