Ciekawa jestem jak wygląda oglądalność niedzielnego wieczora - bez Rolnika, natomiast z Opolem w roli głównej.
Mnie i tak dręczyła gorączka i bolące gardło, więc odpuściłam sobie seans - aby nie pisać głupot ;)

Rzeczowo, konkretnie i na świeżo z kubkiem ciepłej herbaty - Zaczynajmy.

Po trzecim odcinku już dokładnie wiemy z czym mamy do czynienia.
To ładny serialik z tak przerysowanymi postaciami i wątkami, jak to tylko możliwe.

On bohater. Heros Kazimierza i Warszawy. Stawia się za biednymi i chorymi nie bacząc na konsekwencje. Połączenie dr House’a i Mac Gywera!
To namówi staruszkę na wizytę w szpitalu, to wśród trupów znajdzie żywą dziewczynę i zrobi jej trepanację czaszki w pokoju zabiegowym (ubolewałam, że nie wbił jej do głowy oprawki od długopisu - jak to się zdarzało w amerykańskich tytułach), w międzyczasie uratuje psa i zawróci byłej ukochanej w głowie.

Ona dobrotliwa, szlachetna,pomocna i wierząca w miłość. Zaręczona ze starszym mentorem, który dba o nieślubnego synka.
Taaak. I przyjechał przystojniak ze stolicy, zrobił show i postanowiła wbić mu się w usta. Na oczach skonfundowanego dziecka!
Niebawem Grzesio odzyska biologicznego tatka, a wszystko zostanie w rodzinie.
O choinka - Niekoniecznie ;) Przecież do finału pozostało sporo odcinków i znając komedie romantyczne muszą pojawić się perypetie i komplikacje.

Po raz kolejny apeluje do scenarzystów - nie śpieszcie się tak.
Nie pozwalajcie na wybuchy namiętności w pierwszych odsłonach, bowiem później wszystko się papra i gniecie.
Pary się kłócą, drażnią, trwają w milczeniu przez setki minut, a widowni żółć się ulewa…

Ale wracając do recenzji.
Jest zły Robert, który powoli robi się zazdrosny o więź łączącą narzeczoną i Adama.
Nikt nie lubi nadgorliwych konfidentów, więc raczej nie trzymamy kciuków za Ordynatora.

Miło było zobaczyć Panią Emilię Krakowską, ale poszukiwania naprawdę mnie rozbawiły.
Babcia uciekła ze szpitala na cmentarz. Powiedzcie mi jakim cudem staruszka z demencją zdążyła tak szybko pokonać sporą odległość? Wsiadła jednak do autobusu?
I to łopatologiczne tłumaczenie jej historii.
(Ps. Przesympatyczny Rubin. Niby nie była sama, bo miała psa, ale ten pies nie ruszał się z miejsca wypadku grobu i dopiero Adamowi udało się go udobruchać… Zrozumieliście coś z tego? ).

Ogólnie serial nie nudzi, ogląda się przyjemnie i dobrze, że pojawiają się nowi aktorzy w rolach gościnnych.
Ale scenariusz jest banalny. A najgorsze, że produkcja nie śmieje się ze swoich głupotek, tylko wszystko jest “tak bardzo na poważnie”.
2,99 bobra ode mnie.