W rytmie serca „To była nadzwyczajna sytuacja!” – po odcinku 3

Ciekawa jestem jak wygląda oglądalność niedzielnego wieczora – bez Rolnika, natomiast z Opolem w roli głównej.
Mnie i tak dręczyła gorączka i bolące gardło, więc odpuściłam sobie seans – aby nie pisać głupot 😉

Rzeczowo, konkretnie i na świeżo z kubkiem ciepłej herbaty – Zaczynajmy.

Po trzecim odcinku już dokładnie wiemy z czym mamy do czynienia.
To ładny serialik z tak przerysowanymi postaciami i wątkami, jak to tylko możliwe.

On bohater. Heros Kazimierza i Warszawy. Stawia się za biednymi i chorymi nie bacząc na konsekwencje. Połączenie dr House’a i Mac Gywera!
To namówi staruszkę na wizytę w szpitalu, to wśród trupów znajdzie żywą dziewczynę i zrobi jej trepanację czaszki w pokoju zabiegowym (ubolewałam, że nie wbił jej do głowy oprawki od długopisu – jak to się zdarzało w amerykańskich tytułach), w międzyczasie uratuje psa i zawróci byłej ukochanej w głowie.

Ona dobrotliwa, szlachetna,pomocna i wierząca w miłość. Zaręczona ze starszym mentorem, który dba o nieślubnego synka.
Taaak. I przyjechał przystojniak ze stolicy, zrobił show i postanowiła wbić mu się w usta. Na oczach skonfundowanego dziecka!
Niebawem Grzesio odzyska biologicznego tatka, a wszystko zostanie w rodzinie.
O choinka – Niekoniecznie 😉 Przecież do finału pozostało sporo odcinków i znając komedie romantyczne muszą pojawić się perypetie i komplikacje.

Po raz kolejny apeluje do scenarzystów – nie śpieszcie się tak.
Nie pozwalajcie na wybuchy namiętności w pierwszych odsłonach, bowiem później wszystko się papra i gniecie.
Pary się kłócą, drażnią, trwają w milczeniu przez setki minut, a widowni żółć się ulewa…

Ale wracając do recenzji.
Jest zły Robert, który powoli robi się zazdrosny o więź łączącą narzeczoną i Adama.
Nikt nie lubi nadgorliwych konfidentów, więc raczej nie trzymamy kciuków za Ordynatora.

Miło było zobaczyć Panią Emilię Krakowską, ale poszukiwania naprawdę mnie rozbawiły.
Babcia uciekła ze szpitala na cmentarz. Powiedzcie mi jakim cudem staruszka z demencją zdążyła tak szybko pokonać sporą odległość? Wsiadła jednak do autobusu?
I to łopatologiczne tłumaczenie jej historii.
(Ps. Przesympatyczny Rubin. Niby nie była sama, bo miała psa, ale ten pies nie ruszał się z miejsca wypadku grobu i dopiero Adamowi udało się go udobruchać… Zrozumieliście coś z tego? ).

Ogólnie serial nie nudzi, ogląda się przyjemnie i dobrze, że pojawiają się nowi aktorzy w rolach gościnnych.
Ale scenariusz jest banalny. A najgorsze, że produkcja nie śmieje się ze swoich głupotek, tylko wszystko jest „tak bardzo na poważnie”.
2,99 bobra ode mnie.

8 odpowiedzi do “W rytmie serca „To była nadzwyczajna sytuacja!” – po odcinku 3”

  1. W rytmie serca – 2,33 mln. Czyli niewiele im spadło, w komercyjnej przegonili Opole także… chyba DzL mogą zacząć się obawiać czy ich W rytmie serca nie przegoni w tym sezonie, a jeśli nawet nie to wyniki będą baaaardzo zbliżone.

  2. Tylko co to „śmianie się ze swoich głupotek” znaczy tak dokładnie?
    Mam nadzieję, że nie uznasz tego pytania za hejt, po prostu nie do końca zrozumiałam jakie konkretnie rozwiązania scenariuszowe masz na myśli, a bardzo chętnie bym się dowiedziała, bo mogłabym potem np.: zwrócić uwagę na coś, czego wcześniej wcale nie zauważałam.

    Z pieskiem to chodziło chyba o takie trochę łopatologiczne pokazanie widzom, że główny bohater to taki dobry, miły, wrażliwy chłopak, że nawet obce zwierzaki to czują.

  3. Tak naprawdę to porównałam sobie ten serial do O mnie się nie martw, To nie koniec świata, czy Przyjaciółek, a nawet do Na dobre i na złe. I we wszystkich scenariuszach przychodzi taka chwila oddechu – jakieś przełamanie dramatu, puszczenie oka do widowni, wyluzowanie klimatu – nie umiem tego inaczej ująć w słowa.
    A tutaj bohaterowie są cały czas tacy mega poważni, tak klepią swoje kwestie bez zadyszki. Podejrzewam, że to wina dialogów.

  4. Z pieskiem to ja wiem doskonale, że Adam to dobry człowiek itp. ALE. Rozmowa z Panem Fronczewskim: I co babcia została sama? Nie, została z psem. A to jej pies? Nie zmarłej wnuczki, od grobu przez rok nie odchodził, dopiero ty koleżko z Warszawy go uratowałeś… Tego nie kumam.

  5. Uratowanie psa to kolejny „cud” dokonany przez Adama. Generalnie chodzi o to, że scenarzyści troszeczkę łopatologicznie pokazują nam to jakim on jest dobrym człowiekiem, pomimo tego, że czasami go ponosi.
    Kontrastują to z narzeczonym Marysi, z którego robią coraz bardziej czarny charakter.

  6. Napiszę to tak prosto jak tylko mogę. Bo mnie chodzi o kwestie dialogowe w tym serialu. I to, że Adam dobry, Robert zły, to ewidentna łopatologia, ale co do psa i rozmowy z mentorem to powinno wyglądać tak:
    Adam: I ta babcia sama mieszka?
    Fronczewski: Sama. Co jakiś czas może liczyć na pomoc sąsiadów, ale na co dzień jest samotna i bardzo samodzielna. Martwię się o nią.
    Adam: Biedna kobieta. Słyszałem, że rok temu straciła rodzinę.
    Fronczewski: Tak. W wypadku. Córka, wnuczki i zięć. Wszyscy zginęli jednego dnia.
    Jedynie pies pozostał. Nie chcieli go wtedy zabrać do samochodu. Przez rok warował na grobie młodszej dziewczynki i nie dał nikomu do siebie podejść.
    Adam: To pewnie zdziczał?
    Fronczewski: Ty mi to powiedz. Podobno znalazł sobie nowego właściciela.

    …………..
    I później ble, ble, ble itd.
    Chodzi mi o wtrącenie do dialogu o babci – psa – bez jakiegokolwiek pomyślunku (tekst z recenzji cytowany).
    Dwa razy oglądałam i nadal nie wiem czy ten pies był ze starowinką, czy na tym grobie siedział.

    A można to jakoś zrobić logicznej (wybaczcie nie piszę dialogów)
    I jeszcze ten telewizor co wybuchał. To nie lepiej jak czerwony kamień szlachetny 😉
    Dobra. Idę spać 😉

  7. „spadło im”o 100tys przy podobnych udziałach jakie miał poprzedni odc. Na wiosnę w tym paśmie Polsat emitował „kabaret na żywo” ze średnią ogl.2320tys czyli z grubsza tyle samo.
    Moim zdaniem potencjał spadków tego serialu nie został jeszcze wykorzystany. Były 3 odc a my wiemy już prawie wszystko i pewnie nie wiele nas zaskoczy .
    Koszt produkcji serialu i realizacji tv ze sceny kabaretowej ma sie pewnie jak 20 do 1 czyli jeśli coś nie poprawia wyników stacji w danym paśmie a kosztuje wielokrotnie drożej to należy mówić o porażce

  8. Ach, widzisz, teraz zrozumiałam co dokładnie miałaś na myśli, Adminko :). To faktycznie troszeczkę dziwnie zabrzmiało, że tu niby psiak od wypadku cały czas waruje przy grobie, a potem jednak się okazuje, że był z babcią. Chyba, że „bycie” oznaczało to, że ona mu na ten cmentarz przynosiła coś do jedzenia.

    Spadło dokładnie o 70 tysięcy. Mało, niemało. Jeszcze zobaczymy jak to się rozwinie. Najbardziej chyba liczą się zyski z reklam, a tu Polsat jest, z tego co pamiętam, na drugim miejscu (chyba, że to chodzi o coś jeszcze innego), więc nieźle. Jak mówię, zobaczymy, może scenarzyści zaskoczą nas wkrótce czymś jeszcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *