W rytmie serca „Wracaj do rodziny” – po odcinku 7

Ostatnio nie pisałam, bowiem wpis byłby krótszy niż streszczenie 😉
Oglądam serial w Internecie, bez wyczekiwania na każdy odcinek. Jest to kolorowa opowiastka miłosna, z medycznymi przypadkami w tle, więc nie dziwię się, że widownia jest spora. Tym bardziej, że brak jest konkurencji.
Dziewczyny ze Lwowa nie są dziełem wybitnym, a programy o gotowaniu też już się przejadły.

Uwielbiam wpadki 🙂
Chociażby poszukiwania Grzesia. Dzieciak zaginął późnym wieczorem, a policja rozpoczęła akcję dopiero o świcie.
Zwróćcie uwagę: Matka chłopca przybiega na posterunek z informacją, że nie ma go już od trzech godzin. Rozmowę o biologicznym ojcu rozpoczęła w okolicach 19:00-20:00 (tak obstawiam uwzględniając wiek chłopca i czas na sen)
Grupa pościgowa, która studiowała monitoring zjawiła się błyskawicznie. Powiedzmy, że przeglądanie nagrań, ustalanie trasy – przy wskazanym pośpiechu mogło trwać około pięćdziesięciu minut.
I nagle wszyscy wychodzą na zewnątrz i jest już jasno.
Co oni robili przez większą część nocy? 😉

Już nie wspominając o psie, który uratował chłopca. Gdyby nie zwierzak, to policjanci i strażacy skupiliby się na eksplorowaniu rzeki w poszukiwaniu zwłok.
Kiedy do dyspozycji mamy cmentarz, lasy, pola, łąki, czy budynki mieszkalne to może warto przeczesać inne lokacje, zamiast wydawać niepotrzebne pieniądze na nurków, którzy w zamierzeniu mają odnaleźć „ciało”.

Rubin jest moim faworytem i sceny z czworonogiem potrafią mnie rozczulić.
Dużym plusem są też występy gościnne. Eryk Lubos nie musi udowadniać, że jest świetny. Trochę za dużo scen przerysowanych.
A już te z Piotrem Fronczewskim zaczęły mnie bawić. „Wujek dobra rada” szarżuje. Ale o tym pisałam już wcześniej i nie zamierzam się powtarzać 😉
Żadna w tym wina aktora. Nasz reżyser i scenarzysta lubi mocno podkreślać wagę słowa i odpowiedni tembr głosu. A, że zamiast wyjść poważnie i wzruszająco wychodzi mocno niepokojąco… Widz musi się przyzwyczaić. Taki mamy klimat 😉
Podobnie z Panem Zamachowskim. Jakaś tajemnica, szantaż z mocnym rysem. Jak dla mnie tego wątku mogłoby nie być.

Gdzieś przeczytałam zdanie, z którym się zgadzam w 100%. W rytmie serca to taki serial, że śmiało można sobie odpuścić odcinek, lub dwa i wrócić do niego bez żadnej straty.
Tak, czy siak dostaniemy łopatologiczne wyjaśnienie.
Z drugiej jednak strony to ładnie nakręcona obyczajówka.

Za tydzień zrobimy przeskok w czasie.
Za wczoraj 2,5 bobra.

2 odpowiedzi do “W rytmie serca „Wracaj do rodziny” – po odcinku 7”

  1. Ten tekst o tym, że można pominąć odcinek, a i tak nie straci się za dużo pojawił się na facebooku :).
    Grzesia zaczęto szukać w lesie nie dzięki pieskowi, ale dzięki temu, że ten taksówkarz go w nocy przyuważył. Rubin wykazał się potem.

  2. Wydawało mi się, że pies pojawił się moment wcześniej, ale nie chce mi się już oglądać kilkunastu minut reklam żeby się kłócić 😉
    A już abstrahując od tego, to gdyby policjant nie spotkał taksówkarza (co jest możliwe ze względu na wykonywany zawód) to byłoby podobnie jak piszę: Ekipa szukałaby ciała i przeczesywała rzekę zamiast zwołać ludzi z miasteczka i ogarnąć las, czy cmentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *