Odrobinę zaspałam, a odrobinę odczekałam - podobnie jak twórcy serialu, którzy przez lata zwlekali z informacją o kontynuacji ;)
Decyzja była niezrozumiała, tym bardziej, że Wataha pobiła wszelkie rekordy oglądalności, a HBO miało swój pierwszy polski Hit.

Bohaterów spotykamy cztery lata później.

Wiktor niesłusznie oskarżony o morderstwo ukrywa się w lasach i stylizuje się na Szeptuna.
Grzywa żyje, ale znikła lekarka, a zarazem przyjaciółka z dzieciństwa.
I to na jej poszukiwaniach z pewnością oprze się scenariusz ośmiu odcinków.

W tle morderstwo kilkudziesięciu uchodźców, krwisty romans Pani Prokurator (Jak to dobrze widzieć Pana Damięckiego!) i rozpoczynające się uczucie do kobiety z dzieckiem w leśnej, nieogrzewanej chatce.

Wizualnie - arcydziełko.
Klimat, śnieg, doświetlenie, kadry. Wszystko zasługuje na podniesienie oceny, bo dawno już takiej perełki nie było. Widać też ciekawe rozwiązania z różnymi ujęciami - łącznie z dronami, czy funkcją “slow motion”.
Nawet wilki w świetle maleńkiej lampki były perfekcyjnie sfilmowane.
Pani Kasia Adamik wykonuje kawał dobrej roboty, więc nie ma się co czepiać ;)
Scenariusz ocenię dopiero w okolicach finału, bowiem niejednokrotnie zdarzało się tak, że chwaliłam, a później akcja dziwnie umykała na boki, lub gasła bez wyraźnej przyczyny.

Na razie powrót zanosi się na Hit jesieni.
Byleby tego nie “przegadać” (rozmowy o dziecku w tartaku - chociażby).

Na dobry początek 4 bobry.