Przed nami jeszcze dwa odcinki, w których powinna wyjaśnić się sprawa zamachu bombowego i “ponownej” śmierci Ewy.
Na razie śledztwo w toku.

Jak myślicie Wiktor ma cokolwiek wspólnego z wydarzeniami, o które jest oskarżany?
Leszek Lichota gra na tyle dobrze, że na razie wierzę mu bez wahania.  Jako zwykły widz za pewnik biorę jego zdumienie podczas przesłuchania i szok, który pojawia się na jego twarzy kiedy prokuratura pokazuje mu pliki z pieniędzmi.
Czy Rebrow mógłby być w jakikolwiek sposób uwikłany w śmierć swojej ukochanej? Trudno mi w to uwierzyć…

Zimna pani Prokurator nadal mnie irytuje, jednak dzięki jej informacjom i znajomościom wiemy, że w zamachu brali udział ludzie z wyższych sfer.
Sms-y na końcu odcinka zasługują na długą weryfikację - dla bardzo drobiazgowych widzów. My wiemy, że mnóstwo osób będzie starało się zniszczyć prokurator, która wpadła na trop.

Ale co chcą ukryć przedstawiciele Rządu? I jak z tym wszystkim związani są przyjaciele Rebrowa?

Na duży plus gra Magdaleny Popławskiej, która chce odejść z pracy, bo po ostatnich wydarzeniach nie sypia i widzi twarze martwych dzieciaków - zupełnie nie dziwię się bohaterce.

Rewelacyjny pomysł z chwilowym odsunięciem sprawy ponownego zabójstwa Ewy. Psychopata, który uciekł z ukraińskiego Szpitala morduje kobiety i wycina na ich twarzach krzyże.
Wataha szuka punktu zaczepienia. A Lichota mówi po ukraińsku - to trzeba zobaczyć (akcentu i wymowy nie mogę się czepiać - nie znam tego języka zupełnie).

Na minus prawie błyskawiczne znalezienie schowka - po unikatowym kluczyku, który ukrył się wśród rzeczy Ewy.
Prokuratura w zasadzie weszła i otworzyła skrytkę w kościele/cerkwi - bez jakiejkolwiek pomocy ze strony kapłana.

Reasumując. Odcinek dużo słabszy niż poprzedni, a nawet śmiem twierdzić, że najsłabszy od początku istnienia “Watahy”.
Za aktorów, pogaduszki przy bimbrze i  psychopatę - 2,5 bobra