Jako, że oceniam prapremierę, tych którzy nie lubią spoilerów zapraszam za tydzień.
Reszta poniżej.

Kolejny świetny epizod :)
Po odcinku siódmym, który zaliczył “spadek formy” miałam pewne obawy. Ale “To nie koniec świata” wróciło w pełnej krasie.
Ula postanowiła zamieszkać z dala od “despotycznej” mamy. Zamiast do ukochanego i jego jakuzzi, włoskich ekspresów do kawy i hiper nowoczesnych wygniataczy do czosnku przy okazji dowiedzieliśmy się, że mechanik samochodowy ma rewelacyjnie wyposażony dom) wprowadziła się do Anki.

Jak zwykle rewelacyjny team Kazimierz - Stanisław. Mężczyźni nie polują ale kultywują stare tradycje - popijają nalewki i komentują.
Kolejna dawka inteligentnych i śmiesznych tekstów: od płyt pilśniowych na trawienie, po komentarz na temat Pawła, któremu miałoby się znudzić bieganie w rajtuzach ;)

Pojawili się nowi bohaterowie - niepełnosprawny fan piłki nożnej Tomek i jego mama. Paweł w błyskawicznym tempie organizuje wsparcie - czyli dzwoni do Fundacji Polsat. Podejrzewam, że nie odmówią pomocy i niebawem rozpocznie się rehabilitacja.

Walka z kretem w każdym momencie mnie bawiła.
Paweł w końcu pozbył się problemu z Porsche, jako człowiek o dobrym guście pomógł Darkowi w zakupie pierścionka zaręczynowego i dał ultimatum wrednej dziennikarce.
Nie jestem w stanie opisać wszystkich wątków, bo w każdej minucie coś się działo. Zero dłużyzn i zbędnych scen.

“To mobbing”. “Raczej mamming” - brawa dla scenarzystów, podejrzewam, że to słówko automatycznie zyska popularność i przejdzie wprost z internetu do języka potocznego. Jest urocze :D

A nie mówiłam, że to będzie hit jesieni? ;)

Kolejne 4 bobry.