Po siedmiu latach przyszła pora aby pożegnać się z bohaterami “Trawki”.
Abyście nie czytali zbędnych Spoilerów, cały tekst znajduje się poniżej.

Tak jak pisałam wcześniej i tego właśnie się obawiałam. Decyzja o zakończeniu przygód Nancy Botwin przez Showtime przyszła niespodziewanie i scenarzyści musieli pozmieniać losy najbardziej znanej “dealerki trawy” z dnia na dzień i dosłownie na kolanie.

I tak to właśnie wyglądało w ostatnich odcinkach. Niektórzy piszą, że finał był znakomity, zamknął sprawy wszystkich bohaterów, nie rzucił Nancy w ramiona Andy’iego i inne duperele.
Dziwi mnie to. Dla mnie to jeden z najgorzej zakończonych seriali w historii. No może Lost i brak odpowiedzi na fundamentalne pytania przebija Weeds w głupocie ale ewidentnie scenarzyści nie lubili postaci Pani Botwin.

Po tylu latach, w których Nancy była cały czas otoczona grupą głupich przyjaciół, przez których non stop pakowała się w kłopoty i synów dla których w zasadzie poświęciła wszystko (łącznie z wolnością) została sama. Owszem ma obecnie pieniądze, jest niezależną kobietą ale jak było widać w krótkiej rozmowie z Andym jest w stanie poświęcić każdego centa aby być z facetem, który kochał ją przez lata. Ale nie liczcie na żaden happy-end.
Nikt jej nie chce, każdy od niej odszedł lub wkrótce ją opuści.

W finale widzimy wydarzenia “10 lat później”. Zmiany widać po jej najmłodszym dziecku, nowoczesnych komórkach - ramkach i dziwnych klawiaturach + pralniach. Jakieś to takie science-fiction. Czasy się zmieniły, na legalnej trawce można zbijać fortunę, a kto najlepiej zna się na uprawie i dystrybucji, jeśli nie rodzina głównej bohaterki?

Znana firma, która chce kupić udziały brzmi znajomo nawet w 2022 roku (to ci od kawy w kubeczkach).

Pada kilkadziesiąt nazwisk,
których nie jestem sobie w stanie przypomnieć, nie ma wszystkich, głównych bohaterów, których poznaliśmy w pierwszych sezonach.

Nancy wygląda rewelacyjnie (poza pasemkami w tygrysa) i nie mam pojęcia dlaczego po tylu latach umawiania się z “ciachami” musi męczyć się na randkach z panami w średnim wieku, którzy posiadają “podwójne brody”.

Doug i historia jego sekty bardziej mnie wkurzyła, niż rozweseliła - to było strasznie naciągane, Silas wyglądał świetnie ale wobec matki zachował się okrutnie - podobnie jak jego żona i pozostali bracia.
Andy. Ułożył sobie życie i nie widzi możliwości bycia z Nancy.

Najbardziej w całym odcinku wzruszył mnie tekst dwójki ludzi, którzy od lat tłumaczyli nam odcinki: loodka i crt, którzy podziękowali za lata, spędzone razem i “kłaniali się”.
Szacun ode mnie dla Was i serdeczne podziękowania, że przez tyle sezonów chciało się Wam tłumaczyć Weeds. Uwielbiam Wasze napisy i proszę o więcej :)

Ogólnie finał Weeds był jednym z najgorszych/najdziwniejszych w historii mojej znajomości z serialami USA. Czegoś takiego się nie spodziewałam.
A scena na werandzie zupełnie mnie nie przekonuje…