Trzydziestolatka, dramatycznie bojąca się ślubu i rutyny, mieszkająca od kilku lat z chłopakiem plus jej dwie przyjaciółki. Jedna zakochana z wzajemnością (w bardzo przesłodzonym związku). Druga po rozwodzie, obrażona na mężczyzn, z którymi musi od nowa randkować.

Do tego tony podkładanego śmiechu (mimo, iż serial jest nagrywany przy udziale publiczności w niektórych momentach “publiczność” śmiała się na zawołanie ;) jakby ktoś nacisnął przycisk “ŚMIECH”.

Mimo całej sympatii do Whitney Cunningam nie mogę dobrze ocenić pierwszego odcinka.

Główna para nie uprawia regularnie seksu, dlatego też z okazji rocznicy Whitney wybiera się z przyjaciółkami do Sex Shop’u  i wybiera dla siebie strój pielęgniarki. Podczas gry wstępnej każe swojemu mężczyźnie wypełniać papierki, a kiedy go zostawia chłopina w ferworze ściągania spodni upada, niefortunnie uderzając się w głowę.

Później szpital, zderzenie z prawdziwą pielęgniarką (która jak w każdym serialu USA musi być puszysta i złośliwa), pojednanie pary ze śmiechem w tle.

Muszę przyznać, że uśmiechnęłam się w dwóch sytuacjach. Nie ma ani jednego bohatera, który jest na tyle wyrazisty aby oglądać dla niego serial. Gagi przewidywalne do bólu, dialogi bardzo słabe.
Zobaczę drugi odcinek - zdarzają się przecież piloty, które są dużo słabsze niż kolejne epizody. Na razie Whitney wypada bardzo słabo - a szkoda. Zapowiedzi i zwiastuny były rewelacyjne.

I powiedzcie mi która z Pań goli “wąsik” za pomocą pianki i maszynki ;)

1,5 bobra.