Do nowego odcinka podchodziłam jak “pies do jeża”. W zasadzie nie ma co tłumaczyć - zerknijcie na poprzednią opinię ;)

Ostatecznie nie było tak źle. Chociaż oczywiście nie obyło się bez baboli.
Ale to już się poniżej przyczepię…

Uwielbiam stylizacje bohaterek.
Te żakiety, zwiewne sukienki, kolorowe bluzki - w innych produkcjach wojennych nigdy nie zwracałam aż takiej uwagi na stroje.
Wojenne dziewczyny są piękne, mają kosmetyki, arsenał kapelusików i innych dodatków.

I może właśnie to sprawia, że opowieść staje się odrobinę infantylna i nie ma co jej porównywać do Czasu Honoru?
Ciężkie czasy okupacji są poniekąd tłem.

Mela, Czarna i Baśka są już w organizacji. Przed nami kolejne akcje, raporty i zadania. W międzyczasie paczka będzie prowadzić działania na własną rękę - bowiem muszą się zemścić.

Zdobycie broni było dość łatwe. Niemiec zakochał się w “Meli” od pierwszego wejrzenia i po krótkiej rozmowie oddał jej swój ekwipunek. Widać, że Franz jest dobrym i sympatycznym człowiekiem, który w Polsce znalazł się przez splot “niefortunnych zdarzeń”.
Lubię ten wątek i czekam na więcej.

Ewka na dobre pożegnała się z niedoszłym narzeczonym, bowiem jest zauroczona kimś innym.

Zabito Domaraszka (wyjątkowo obrzydliwy typ), chociaż zupełnie nie zdziwię się, że rozłupanie głowy to nic wielkiego i Folksdojcz niebawem ożyje ;)
Przy okazji bicia drewnianą kulą, w tle montażysta podkładał głos zerżnięty żywcem z filmów walki z Chuckiem Norrisem.

To już pojedźmy dalej.

Żydówka nadal nie ma odpowiednich papierów, ale już bez większych problemów biega po mieście.

Rozbijanie witryn fotografów. I znowu odwaga przerodziła się w brawurę.
Ewka wpadła szamotać się ze starszym mężczyzną (już nie pomnę, że cel ma świetny - kamień-oko). A gdyby w zakładzie siedział klient. Powiedzmy - niemiecki, uzbrojony oficer?

Przyjęcie odbyło się błyskawicznie. Witek niby dba o młodszą siostrę, każe jej się uczyć, a wystarczyła jedna rozmowa i retoryczne “Nie odpuścisz”, aby narażać ją na niebezpieczeństwo. To się mama ucieszy - pomyślałam.
I jeszcze jedna sprawa. Nic nie wiedzą o “Meli”. Ewka została dokładnie sprawdzona, a dziewczyna żydowskiego pochodzenia ukrywana pod dachem?
Po raz kolejny dziwię się, że tak łatwo, prosto i w zasadzie bez żadnych problemów można się było dostać do Związku.
Ja jestem już przeczulona i może akurat w tym przypadku czepiam się bezpodstawnie. Ale.

Tak jak pisałam - jestem w stanie uwierzyć w historię miłosną Marysi i Niemca.
Wykształceni, młodzi muzycy w ciężkich czasach. Wrażliwość i wzajemna fascynacja. Ale okrutnie zadziwił mnie przypadek oddawania broni. Franc został ograbiony, a później zaproponował dziewczynie kolejny pistolet.
Do dzisiaj byłam pewna, że utrata giwery na służbie niesie za sobą poważne konsekwencje.
Mężczyzna nie będzie miał “nieprzyjemności z okazji zagubienia” kilku sztuk?
(Przecież w takim tempie to on jej pół zbrojowni wyniesie ;)

Wojenne dziewczyny nadal są kolorową produkcją, w której jak na razie nie widać Wojny.
Ból, czy strach w kilka chwil zamienia się w babski wieczorek z kłótniami o pierdoły, czy oglądaniem sukni ślubnej.
Takie obyczajowe podejście do koszmaru.

Za trzeci odcinek - dam 2 bobry. Za ciuszki i wątek z przystojnym Franzem.
I serio - gdyby zrobiono z tego komedię na wzór Allo Allo… Ale to się w Polsce nie uda.