Ostatnio byłam miła i trzymałam kciuki za drugą odsłonę.
Ale tego się nie spodziewałam.
Jako, że serial w prapremierze - wszystko poniżej.

To raczej nie będzie recenzja. Bo jestem załamana nowym odcinkiem.

Czy bohaterki są naprawdę takie głupie?
Czy scenarzyści nie widzą ilości durnych wątków?

Analizujmy jednak od początku.

Postrzelony Folksdojcz został wrzucony do rzeki.

Ciało unosi się na wodzie, dziura po kuli w brzuchu… I nagle co?
Bez użycia specjalistki od magii - Mamy swojego Johna Snow!
Domaraszek żyje!
Mężczyzna nagle znajduje się w szpitalu, już po operacji i składa zeznania. Gdzieś w streszczeniach było o ludziach, którzy mu pomogli, ale przy montażu postanowiono wyciąć kilka scen. W sumie po co komu tłumaczyć zmartwychwstanie?

Dziewczyny chcą wykupić mamę Ewki i wpadają na świetny plan - trzeba okraść donosiciela.
Poczekajcie, bo muszę poukładać fakty.
Z tego co pamiętam Marysia miała fałszywy dokument - Niemiec na dworcu przepytywał ją z danych. Dlaczego wszyscy rozmawiają o wyrobieniu jej kolejnego?
Zostawmy to na razie, bo jest ciekawszy motyw.

Żydówka daje pieniądze na nowe dokumenty. I Ewka przynosi dwa - dla siebie i dla Irki. Bo na trzeci brakło!
Oj to już się uśmiałam. Jedyna, która nadal nie ma dowodu (albo scenarzyści zapomnieli sobie, że miała) nadal jest pomijana?
W sumie może to i nawet dobrze, że jej nie wyrobiły, bo pierwszy rzut oka i Ewa twierdzi, że podróba jest “słabiutka” ;)

Trudno. Pójdą w miasto z tym co mają, a odważna Marysia popędzi za nimi… Co im w sumie grozi?

Pomijając już specjalistyczny wytrych (napinacz), którym otwarto drzwi, to czy bohaterki są naprawdę takimi idiotkami, aby włamywać się kilka minut przed godziną policyjną?
Irka została złapana. Przesłuchanie, historyjka o wróżce i więzienie.

Umierająca koleżanka ma ostatnią prośbę. Zupełnie nieznanej dziewczynie wyjawia hasło i miejsce… Ludzie! W czasie przekupnych konfidentów taka nieostrożność?
Mamy podane wszystko - Nowowiejska, sklep z zabawkami to lokal organizacji.
Znamy się kilka godzin.
Serio? Aż mi ciężko w to uwierzyć.



“Przyjmijcie mnie do organizacji. Chyba się już wykazałam?” - zadziornie pyta Ewa. A ja pytam Was: Czym? Spartaczyła utopienie, zorganizowała włamanie na chwilę przed godziną policyjną i pogrążyła koleżankę.
Niebawem zaszantażuje wtykę, a jeszcze później pójdzie na umówione spotkanie bez ustalonej gotówki i zacznie negocjować.

Wynik negocjacji znamy.
Postrzelona matka upadając do rzeki wyrwała metalową barierkę, która dla większego efektu dramaturgii została na chwilę zamieniona w kawałek deski.

Ujęcie przed zastrzeleniem.

Spadająca deska:

I widok uciętej barierki po wszystkim - czyli dziura.

Teraz nadejdzie czas zemsty i przemiany wewnętrznej bohaterek.

Co z tego, że są piękne stroje z epoki, scenografia, a Niemcy mówią w ojczystym języku?
To było tak głupie i naiwne, że szkoda czasu i pieniędzy.
Jest mi po prostu przykro, że zmarnowano potencjał.

Jeśli Wojenne dziewczyny nadal będą w podobnym stylu, to produkcja zapewni mi rozrywkę. Ale chyba nie o taki poziom im chodziło.

Moja ocena to 1 bóbr.