Czwartego odcinka nie opisywałam, bo to po raz kolejny byłaby lista skarg i zażaleń ;)
Poczynając od zepsucia “frajdy” przez szczegółowe streszczenie z opisem ostatnich minut, to jeszcze cała akcja z kradzieżą broni była tak głupia i śmieszna, że kilka razy kręciłam głową z niedowierzaniem…

Przejdźmy więc do piątej odsłony.
Oglądanie Wojennych dziewczyn w telewizji już sobie podarowałam, dlatego recenzje pojawią się najwcześniej po darmowej odsłonie w Vod.

Moim zdaniem serialik, w którym znamy już melodię i raczej nic mnie nie zaskoczy.
Staram się oczyścić głowę i nie czepiać się za bardzo, ale nad niefrasobliwością bohaterek ot tak do rzeczy przejść nie mogę.

Dzisiaj nie było AŻ tak źle.
Dziewczyny zorganizowały zamach na Niemca, który zabił mamę Ewy i doprowadziły akcję do końca (po widoku dziury w głowie raczej nie mamy złudzeń, aby ukochany Rozi przeżył), a dodatkowo pomogły ocalić dwie małe dziewczynki, które przenosiły jedzenie do Getta.
I tutaj na chwilę muszę się zatrzymać.
Już pomijając fakt, że Marysia wpadła do dziury z kilku metrów i nic sobie nie zrobiła (pozdrowienia dla sąsiada, który upadł z drabiny i jest połamany), to jeszcze nad ranem przeprowadziła Żydówki z Warszawy do podmiejskiego domu.
Pewnie powiecie: “A co? miała je zostawić?”.
Tak. Myślę, że to byłoby dużo rozsądniejsze, tym bardziej, że maluchy przebyły drogę wieś - miasto już kolejnego dnia. Bohaterki mogły od razu poprosić o pomoc organizację, w której się znajdują (i którą jak na razie mają w nosie), wrócić po dzieciaki i ulokować je w bezpiecznym miejscu.

I tak przy okazji - Co te dziewczynki dokładnie zrobiły ze ścianami w świeżo pomalowanym mieszkaniu? Takie plamy?
Czym one dla zabawy smarowały te ściany? Kanapkami?
I jakim cudem latorośl o wzroście powiedzmy 1,30 dała radę zniszczyć farbę na wysokości 2,20cm?

Może na tym zakończę.

Zauważyliście, że Marysia/Mela rozkochuje w sobie każdego mężczyznę? I to od pierwszego wejrzenia! Był Franz, teraz pojawił się kolejny Niemiec w typie Adolfa, aby na końcu odcinka zawrócić w głowie młodemu studentowi.
Takiej mocy jeszcze nie widziałam ;)

Odcinek oglądało się nieźle - ale jedynie w kategoriach kolorowej obyczajówki.
Serial stara się pokazać realia panujące w wojennej Warszawie, ale światła, czy nawet dobór muzyki nie sprawiają, że widz ma jakiekolwiek emocje, czy ciarki na plecach…
2,5 bobra