Majówka dobiega końca.
W ubiegłą niedzielę TVP1 tradycyjnie wyemitowała Wojenne dziewczyny.
I to był najlepszy odcinek w krótkiej historii serialu.

I tym razem nie będzie śmieszków.

Wątek Marysi jest bez wątpienia najciekawszy. Ale to co wydarzyło się w dziewiątej odsłonie przerosło moje oczekiwania.

Epizod w całości skupił się na Jurku - jednej, z moich ulubionych postaci.
Młody Warszawiak, który radził sobie na różnych polach handlu i usług został pojmany przez Niemców.
Nie chcę Wam zdradzać za wielu szczegółów, bowiem jeśli nawet nie oglądacie serialu - to zerknijcie na VOD.

Przesłuchania, świadkowie, maltretowanie…
A w tle próby ratowania chłopaka.
Do końca trzeba mieć nadzieję. Tym bardziej, jeśli w ręce ściska się liścik od ukochanej kobiety.

Przypomniałam sobie najlepsze momenty Czasu Honoru, kiedy trzymałam kciuki za bohaterów.
Kamil Szeptycki wykonał kawał dobrej roboty.
Miał dobrych partnerów - nie przeczę, ale cała akcja oparła się właśnie na nim. I młody aktor uniósł to bez większych przeszkód.

Na uwagę zasługuje również Krzysztof Franieczek - ale o nim pewnie jeszcze kiedyś napiszę.

Gdyby “Wojenne dziewczyny” skupiły się na podobnych emocjach to mógłby być naprawdę rewelacyjny serial.
Ale już nie narzekam.
W krótkich, żołnierskich słowach oceniam 9 odcinek na 4 bobry (bo wystąpiło niestety kilka głupotek z otwarciem szkatułki itp.).
4 bobry!