Wojenne dziewczyny nie były moim ulubionym serialem w wiosennej ramówce.
Ale muszę uczciwie przyznać, że ostatnie odcinki, które nadrobiłam w maratonie (a nie doczekały się recenzji) zwiększyły tempo i sprawiły, że spojrzałam na produkcję “lekko” przychylnym okiem.

Jednak nie zabrakło wpadek, czy niepotrzebnych głupotek, które dobrze pamiętamy z poprzednich odsłon.

Naszym bohaterkom wszystko uchodzi na sucho i w zasadzie nie ma się co bać.
Ewka jedzie na miejsce stracenia. Jaki problem? Wystarczy wystraszyć Niemców i uciec z obitym żebrem.
Organizacja boi się zaryzykować, a szczupła blondynka bez większych problemów wyskakuje z samochodu, unika kuli i szybko znajduje bezpieczne schronienie.

Abo Marysia, która beztrosko postanawia oddać kompromitujące zdjęcia i pakuje się w “paszczę lwa”.
Gdyby nie koleżanki już leżałaby z przestrzeloną czaszką.
Był plan B. Ale w sumie wypalił tylko przez odrobinę szczęścia i sprawną rękę złodziejki. Nie ma się co jednak cieszyć na zapas, bowiem właśnie została schwytana w łapance.

Irka przeżyła.
Na wsi dojdzie do siebie i rozpozna ukochanego (cóż za zbieg okoliczności!).

Finał zostawił otwarte wątki i zakreśloną fabułę drugiego sezonu.
Czy będzie kontynuacja?
Nie mam pojęcia. Jednak, jeśli TVP zdecyduje się na taki krok to chciałabym, aby ktoś poważnie podszedł do scenariusza.
Niemcy jeszcze tak źle nie strzelali. Gestapo jeszcze nigdy nie było ta głupie, a żołnierze naiwni.
(Margarethe znalazła swoją Janiak w kilka chwil, kiedy odpowiednie służby szukały jej tygodniami).

Nie będę się więcej wyzłośliwiać :)
Pogoda piękna, a i Pani Fido wypadła naprawdę przyzwoicie.
Za ostatni odcinek 2,99 bobra.