Prapremiera w playerze!
Kto oglądał - zapraszam poniżej.

Za tydzień wybieram się na urlop. I po dzisiejszym odcinku mam wrażenie, że zamiast przygotowywać się do wyprawy, marnuję swoje cenne minuty na oglądanie głupot.

Nie wiem już do kogo jest skierowany serial “Sama słodycz”. Bo to ani romans, ani komedia. Cztery odcinki za nami, a jak na razie akcja posuwa się do przodu w tempie…Klanu ;)

Co wydarzyło się dzisiaj u głównego bohatera? Jajecznica, wybór telefonu (czyli product placement T-mobile), krótki i nieciekawy pobyt w szkole językowej, kupno kwiatów i wizyta w salonie fryzjerskim aby podziękować Mariance - zakończona bójką z jej byłym facetem.

Marianna zabrała do siebie Olę i ugotowała dziadkowi obiad. O Musi już nie wspomnę - jak można nie zawiadomić córki, że Staś się odnalazł i mieszka u Fryderyka?

Po raz kolejny żałuję, że bohaterowie drugoplanowi są tak pomijani. Osa wydaje się świetnym facetem i mam żal, że jego wątek zaczyna i kończy się na kilkuminutowych relacjach z salonu fryzjerskiego.
Chciałabym poznać jego prywatną stronę. Ale na to się nie zanosi.

Strona fabularna leży i kwiczy, a przeciętnie grający dzieciak nie udźwignie na swoich barkach całej produkcji - bo jak niestety widać to wokół Stasia kręci się cała akcja.

Tak jak pisałam wcześniej jadę na urlop. I mam wrażenie, że po powrocie “Sama słodycz” będzie ostatnią pozycją na mojej liście do nadrobienia.
To serial o niczym.
Niestety :(

*Pomysłu na tytuł nie miałam do samego końca. Na wyróżnienie zasługuje jednak scena, w której Patrycja “walczy” z tuszem do drukarki - i za to dodaje 0,5 bobra :)

1,5 bobra