Tytuł zawiera moją opinię o odcinku ;) Na resztę zapraszam poniżej.

Po “staremu” - czyli nadal bardzo dobrze. Serial ogląda się z przyjemnością :)

Byłoby 5 bobrów, bo tak mógłby wyglądać nawet finał “Przyjaciółek”, jednak minusem, który niestety zaważył na ocenie były sceny z udziałem Doroty.
Po pierwsze miałam wrażenie, że za szybko zdobyła materiały obciążające Pawła. Zdziwiłam się, że mecenas w kilka minut uległ “wdówce” i powiedział jej o możliwościach sfałszowania testamentu na pierwszym spotkaniu. Taki szczwany lis? Myślałam, że będzie go urabiać dłużej, kokietować i zabawiać, aż mąż Anki zaproponuje jej pomoc w złamaniu prawa.
Po drugie wizyta w domu Ingi. I tutaj już nawet nie jestem zła na Dorotę tylko na Ingę i jej zupełny brak asertywności. Rozumiem, że była kochanka męża (ta relacja jest zdumiewająca nota bene ;) zdobyła dla Anki nagranie - ale wystarczyło powiedzieć: “wpadnij jutro, wychodzę, pogadamy innym razem” - prawda?

Reszta odcinka była idealna i można się rozpływać w zachwytach.
Patrycja i Michał wyznali sobie miłość i dali się ponieść namiętności, Anka w końcu umówiła się na randkę z sympatycznym wuefistą, a Inga dowiedziała się, że ślicznotka, która mieszka u dentysty jest jego siostrą.

Wiem, że krótko - ale nad czym się rozpisywać? Wszystkie dziewczyny powoli zaczynają być szczęśliwe.

Największe zmiany zaszły u Zuzy. Karierowiczka zaszła w ciążę. Nie chciała tego, nie planowała i jak wiemy ze streszczeń będzie chciała poddać się aborcji.
Zobaczymy co scenarzyści przygotują nam w tym wątku. Zuza nie kryje się z tym co myśli o posiadaniu potomstwa. Może jednak będzie dobrą mamą?
Świetnie zagrane - od niestrawności, po reakcję na wyznania Dagmara, na teście kończąc.

“Przyjaciółki”, w przeciwieństwie do innych, polskich seriali pokazują, że z odcinka na odcinek może być tylko lepiej.

4 bobry.

fot.Polsat S.A.