Mieliście rację. Kolejny odcinek Lekarzy przy którym człowiek łapie się na tym, że robi coś zupełnie innego niż patrzenie się w ekran monitora (mówię o prapremierze).
Można regulować brwi, czyścić klawiaturę, układać pranie ;) w tle słysząc dialogi. Jeśli jednak musicie napisać recenzję, to koniecznie trzeba zobaczyć epizod po raz kolejny

Zastanawia mnie to, że Lekarze mają dopiero drugi sezon i już mocno wieje nudą. Zazwyczaj w polskich serialach drugie sezony były kultowymi, do których porównywano kolejne.
Odcinek tradycyjnie, jak to w TVN lepszy od poprzedniego. Ale różnica nie jest tak duża jak np. w przypadku “Przepisu na życie”.

Wypadek na torze żużlowym i nowy adorator w życiu Alicji.
Krzysztof przyznaje się do błędu z przeszłości i wiemy dlaczego Elżbieta nie przepada za jego osobą.

Dzisiaj ujął mnie Pan Stanisław, który czeka na przeszczep nerki. W końcu udało się wykonać operację - po tradycyjnych perturbacjach. Ale było wzruszająco, mądrze i bardzo pozytywnie.

Alicja wspomina Maksa, tradycyjnie nie ma Piotra - ginekologa. Elżbieta ma kłopoty z synem i uciążliwego adoratora w postaci prezydenta Torunia.

Orda i Sylwia strasznie słabo. On ma perspektywy i wianuszek fanów, ona tradycyjnie się obraża.

Jak myślicie co ukrywa ukochany Beaty? Wątek ich znajomości najbardziej mnie intryguje. I bardzo dobrze, że dziewczyna postanowiła zrobić mu niespodziankę i jedzie do Krakowa.

Odcinek przeciętny.
Dziwna konstrukcja serialu medycznego, który jak wszyscy twierdzą jest mocno wzorowany na “Chirurgach”. Nie wyobrażam sobie “Grey’s Anatomy” bez Dereka w kilku odcinkach (podobnie jak Arizony, Cristiny itp.)