Kolejny odcinek za nami. Anka i Jerzy nadal są razem, Mańka ciągle obrażona na mamę, a Beatka obraża się na Żabcię bez powodu - czyli bez zmian.
Ile bobrów?

Pola w szpitalu. Na szczęście jej niefrasobliwość i bieganie w szpilkach nie zakończyło się tragedią - ciąża nie jest zagrożona. Kobietą opiekuje się Beatka oraz dwoje mężczyzn - ukochany i asystent. Kuba działa na nerwy Tadeuszowi ale robi to w przeuroczy sposób.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje scena, w której Pola przymierza “wygodne” dresy i udaje rapera - po raz kolejny brawo Pani Olszówka! Coś świeżego, bo  “O ja cięż pierdzielę” i “Kokardy mi spadły” już mnie nudzą. Produkcja mogłaby postarać się o inne powiedzonka tej przesympatycznej bohaterki.

Jerzy w końcu przeprosił Dorotę za ucieczkę sprzed ołtarza, a ona tradycyjnie zaczyna jątrzyć. Mam nadzieję, że pozbędziemy jej się na dobre, bo ten wątek jest tragicznie słaby.
Pojawił się sąsiad Anki i mam wrażenie, że niebawem się w niej zakocha - jak każdy nowy facet ;) Trzymam kciuki, żeby tak się nie stało.

Beatka angażuje się w pomoc obcym “kobietom uciśnionym”, a nie ma ochoty zrobić niczego dla Mańki. Nie chce jej nawet lepiej poznać.
Jej związek z Andrzejkiem nadal jest swoistą sinusoidą - płacz, kłótnie, wyznania miłości i w kółko to samo + brak szacunku dla męża.

Bardzo denerwuje mnie Wandzia, która ewidentnie ma żal do Stefanka i wypomina mu na każdym kroku niesprawność seksualną. Szkoda, że nie robi tego na osobności. Podejrzewam, że żaden mężczyzna nie miałby najmniejszej ochoty aby o jego problemach łóżkowych wiedziały osoby postronne.

Trochę gotowania, ciekawy pomysł na “cygański sen” i w zasadzie to tyle.

Odcinek przeciętny, nie posunął żadnego wątku do przodu. Nic ciekawego się nie wydarzyło i w zasadzie można go pominąć.
Za Polę, humor i smaczne obrazki.

2,5 bobra.