Nie macie wrażenia, że każdy, drugi odcinek “Lekarzy” śmiało mógłby zakończyć sezon?

Bez spoilerów, dla tych, którzy czekają na premierę telewizyjną - recenzja i  bobry poniżej.

Olga, która pojawiła się w mieszkaniu Maksa nie zdążyła jeszcze namieszać. Na razie dostała pracę w Toruniu i chociaż widać, że jest zakochana w Kellerze postanowiła nie psuć jego szczęścia.
Już za tydzień sytuacja diametralnie się zmieni.

Świetny Orda i operacja jego ręki. Uśmiałam się podczas dialogu z Sylwią o wspólnym zamieszkaniu i zaproszeniu mamusi.

Z odwyku wróciła żona Piotra ale ja nieszczególnie przepadam za tym wątkiem i czekam na jakikolwiek rozwój wydarzeń. Ona go kocha ponad wszystko, on ledwie ją toleruje. Po raz kolejny to samo.

Główny przypadek medyczny mocno przeciętny. Okazało się, że toksyczna mamusia podtruwa dorosłą córkę, która chce wyprowadzić się do Norwegii.

Cały odcinek zdominował ślub Maksa i Alicji.
Ślubne obrączki (powrócił APART ;) i wieczory panieńsko-kawalerskie. Mężczyźni bawili się w klubie go-go i tańczyli na rurze, a dziewczyny we własnym gronie… no właściwie to tylko piły drinki. Trochę się zawiodłam w obu przypadkach. Zamiast oglądać szaloną zabawę byliśmy świadkami rozmów narzeczonych ze swoimi “byłymi”. Żałuję, że zamiast “żużlowca” nie pojawił się Krzysztof, który rozmawiał z przyszłą panną młodą - przecież to z nim Alicja spędziła więcej czasu - ale to już moje “czepialstwo”.

Był też ślub. Ja zazwyczaj się wzruszam na takich uroczystościach, nawet jeśli mają miejsce w serialach - tym razem było podobnie ;)
Świadkiem był Jivan, wystąpił w lnianym garniturze, który strasznie się “gniecie”.

Na koniec.
Całkiem udany odcinek jednak zabrakło mi dobrego wątku medycznego i świetnego występu gościnnego, a o to chyba chodzi w Lekarzach.
Olga zemdlała, po streszczeniach wiemy, że jest w ciąży. Jedyne pytanie: “Czy to dziecko Maksa”?.

3,5 bobra.