Chodzi oczywiście o scenarzystów How I Met Your Mother.
A reszta poniżej, dla tych, którzy już widzieli odcinek.

Po serii informacji o tym, że zamiast Teda to Robin będzie opowiadać historię swoim dzieciom (jej synek miał być blondynem co wyraźnie wskazywało na ojcostwo Barney’a) zaskoczyła mnie końcówka odcinka i marzenia Robin o dzieciach, które rozpłynęły się wraz z kanapą we mgle. Wcześniej kobieta bała się, że jest w ciąży i tańczyła taniec radości ze Stinsonem, kiedy informacja okazała się nieprawdziwa.

Ginekolog (ewidentnie z Polski) poinformowała ją, że nigdy nie będzie mieć dzieci, jednak widz nie zwraca na to uwagi albo śmieje się cicho pod nosem - wszak dzieci Robin istnieją i mama z nimi rozmawia po latach - codziennie zdarzają się przecież pomyłki lekarskie - prawda?

I dopiero jak pokazano nam wszystkie wątki z odcinka (zupełnie nieistotny Marshall i jego przygoda ze światełkami), od momentu niechcianej ciąży, aż do monologu w parku Scherbatsky, która wmawia sobie, że cieszy się, że nie urodziła dzieci, bo mogła się spełniać zawodowo i podróżować - każdy z nas głośno przełknie ślinę albo (w przypadku kobiet 100%) mocno się wzruszy.

I jeszcze na sam koniec odcinka rewelacyjna niespodzianka “pocieszenie” od Teda w takt muzyki AC/DC… I potwierdzenie. Robin nigdy nie będzie miała dzieci.

Z perspektywy lat zauważyłam jednak pewne podobieństwo “Jak poznałem Waszą matkę” do starych, dobrych Przyjaciół. Tam Chandler i Monika - dwójka głównych bohaterów dowiedzieli się, że nigdy nie zostaną biologicznymi rodzicami. Jednak scenarzyści wymyślili im inne rozwiązanie - adopcję. Niby Robin nigdy nie miała swoich dzieci ale kto jej zakaże pokochać cudze? Do finału HIMYM jeszcze sporo czasu. Zobaczymy.

To zdecydowanie jeden z najbardziej wzruszających odcinków w historii serialu. Świetnie zmontowany i pokazany. Ale bardziej smuciły mnie odcinki zupełnie o niczym, zapychacze czasu antenowego (jak poprzednie np. z kanapką i kilkanaście innych z poprzednich serii), które udowadniały, że serial nie ma już nic do zaoferowania. Ten owszem łzawy ale przy okazji pokazał fanom, że “Jak poznałem Waszą matkę” potrafi jeszcze zaskoczyć.