Powoli kończy się przygoda z serialem “Przepis na życie”. Na podsumowania przyjedzie jeszcze czas.
A dzisiaj tradycyjnie, kilka słów.

Dalszy ciąg “męczenia” wątku zdrady Anki i Andrzeja.
Jerzy już wie, Beatka nadal się nie domyśla, a Żabcia paraduje po mieście poobijany z wacikami w nosie. Przy okazji cios kucharza musiał być potężny, skoro Andrzej nadal musi tamować krwotok ;)
Dziwi mnie trochę, że o zdradzie powoli będą wiedzieć wszystkie postronne osoby: przyjaciółka z facetem, mama z narzeczonym, Wandzia, itp.

Ona się wścieka, on wylewa łzy (przy cebuli). W finale i tak się pogodzą… Nuda.

Pola z Tadeuszem trenują na lalkach rodzicielstwo. Ona przejmuje się problemami przyjaciółki i wymyśla imiona dla dzieci. Petunia owszem oryginalna, niestety kojarzy mi się z nietypowymi popielniczkami na balkonach.
Nie mam zielonego pojęcia dlaczego Tadeusz przyjmuje propozycję Elki i spotyka się z nią na kawce.

Kajtek i Mańka zaliczają kolejną kłótnię, a na horyzoncie dziewczyny pojawia się sympatyczny lekarz.

W końcu dowiedzieliśmy się co dokładnie planuje Zuza. I już jest jasne, że ostatnie odcinki będą opowiadać o walce Anki z córką Michała o “Przepis”.

29 września 2013 napisałam: “Okazało się, że Foczka spotyka się z dużo młodszym przystojniakiem. Jak myślicie to będzie masażysta, czy prywatny trener?”
I miałam rację :) Niesamowicie przewidywalny wątek, a infantylna foczka tragiczna. Tak na prosty rozum - przez kilka tygodni żona nie chciała rozmawiać z mężem, byliśmy świadkami podchodów, śledzenia, rozmów o zdradzie i układaniu sobie życia na nowo. W dzisiejszym odcinku wystarczyło kilka minut aby Waluś zastał żonę podczas treningu z młodszym facetem, a ona wyznała mu miłość…
I po co to wszystko było?

Nadal nic ciekawego. Dobrze chociaż, że Mańka wspiera mamę.
Niestety po raz kolejny 1,5 bobra.