“Hart of Dixie” wróciło na ekrany, a Zoe wróciła do Bluebell.
Kto ma złamane serce?

Ten serial to jedno, z moich ulubionych “guilty pleasure”, a kiedy za oknami robi się szaro i deszczowo przyjemnie jest zobaczyć parne “Bluebell” i jego mieszkańców.

W pierwszym odcinku dowiedzieliśmy się, że Dr Hart pracuje w jednym, z nowojorskich szpitali, którego klimat przypomina nam “Chirurgów”. Wieczny stres, brak snu - zupełne przeciwieństwo do uroczej przychodni w Alabamie.
Zoe ma również nowego chłopaka. Joel jest pisarzem, który cierpi na brak natchnienia.
Josh Cooke, który wciela się w w/w amanta pojawił się m.in. w Dexterze w charakterze psychopaty. I cały czas mam wrażenie, że “okularnik” w każdej chwili może skrzywdzić panią doktor ;)

Dlaczego Zoe, która zadomowiła się w NY i kupuje wraz z ukochanym mieszkanie pojawia się w Bluebell?
Jest kilka powodów. Po pierwsze potrzebuje referencji od poprzedniego pracodawcy, po drugie zdaje sobie sprawę, że nie pożegnała się z mieszkańcami w odpowiedni sposób (wysłała im tylko e-maile), a po trzecie w szpitalu pojawia się Rose…

I już serial wraca na odpowiednie tory. Jest parada z okazji “Dnia założyciela”, próby wyleczenia prawnika z narkolepsji, spotkanie w kościele i podobne smaczki.
Na uwagę zasługuje scena, w której odnaleziony George pod wpływem Lemon powraca “do życia” i sama Lemon, która nie dość, że sypia ze “wstydliwym” chłopakiem to jeszcze postanawia zemścić się na Zoe i udaje nową kobietę Wade’a.

Szkoda mi Wade’a, widać że ma złamane serce, a widok dr Hart robi na nim spore wrażenie. Załamany George już nie robi na mnie podobnego wrażenia ;)

Zoe postanawia zostać w Alabamie, z przeprowadzki cieszy się również jej nowy chłopak, chociaż mam wrażenie, że nie będzie mu łatwo odnaleźć się wśród mieszkańców Bluebell.

Pierwszy odcinek zaskoczył mnie na +
Nie spodziewałam się, że scenarzyści wymyślą aż tyle zawirowań miłosnych i tak oryginalne układy jak wyżej wspomniana para Lemon-Wade.

3,5 bobra