Bardzo lubię koloryt Przepisu na życie, pomysłowość scenarzystki - Agnieszki Pilaszewskiej, a przede wszystkim aktorów, którzy wcielają się w główne role.
Ale nie ukrywam, że z tygodnia na tydzień moja ocena poszczególnych epizodów jest coraz słabsza. Jeśli odcinek skupia się na bohaterach drugoplanowych jest nieźle, jednak w przypadku, kiedy po raz kolejny męczymy się z wątkiem Jerzego i Anki … no cóż nuda.

Anka dzwoni do Maćka, który wie, że został wykorzystany do zaprojektowania pokoju dla Gniewka. Po raz kolejny architekt jest jej potrzebny do zrealizowania marzeń o posiadaniu własnej restauracji.
Szczerze było mi go szkoda. Ale w zasadzie to dorosły facet, który wie na co się pisze. Mam nadzieję, że nie będzie robił sobie złudzeń i po raz kolejny nie zostanie wykorzystany przez Panią Adamowicz.

Momenty z udziałem Jerzego i Anki nadal są najsłabszym punktem czwartego sezonu. Rozmowy, po których następują załamania głównej bohaterki…
Niestety w tym odcinku było tego za dużo.

Jednym z ciekawszych momentów trzeciego odcinka była wizyta Andrzeja, który kopniakiem w krocze starał się przypomnieć przyjacielowi o bójce, którą odbyli podczas mroźnego wieczoru.

Nie podobała mi się Gruba
, która obraziła i zwyzywała swojego “adoratora”. W tym sezonie ta postać strasznie mnie irytuje. Gdzie się podziała ta sympatyczna dziewczyna z wielkimi kompleksami?
Wątek Mańki w zasadzie nie istnieje, Pola pojawiła się tylko na kilka chwil i wyjawiła swojemu narzeczonemu pomysł na biznes.

Beatka, która z każdym, kolejnym odcinkiem jest coraz większą jędzą też jakoś mi nie gra - chociaż jej pomysłowość - zamówienie gotowego cateringu i podanie go jako swoich dań, a przede wszystkim dalsza “tresura” (bo inaczej się tego nie da nazwać) Andrzejka to najjaśniejsze momenty trzeciego odcinka.
Było mi jej żal, kiedy okazało się, że żaden z zaproszonych gości nie przybędzie na zaplanowaną przez nią imprezę - każdy z nas doświadczył w swoim życiu podobnego koszmaru (lub wcześniej czy później go doświadczy).

Ułamki sekund dla Mateo, który odrzuca Elkę i chwali Ankę też niczego do odcinka nie wniosły.

Cudowne: Irenka, która lata wraz ze swoim nowym “chłopakiem” (TVN chyba stwierdził, że na kobiety najlepiej działa duża wysokość. Najpierw Alicja z Lekarzy, teraz Irena z Przepisu) i pierwsza noc Wandzi i Stefcia, który bał się, że nie “podoła”.
Świetny moment z pokazaniem fontann ;)

Całość niestety słaba. Za dużo Jerzego bez pamięci i płaczącej “nie wiem co zrobić” Anki.
2 bobry.

fot. tvn.pl